W ostatnich latach światową piłką nożną wstrząsnęła tragiczna śmierć Kameruńczyka Marca-Viviena Foe. 26 czerwca 2003 roku podczas meczu półfinałowego Pucharu Konfederacji znany w Europie piłkarz nagle zasłabł i padł na murawę jak rażony piorunem. Jeszcze gdy leżał na boisku, udzielono mu pierwszej pomocy. Już wtedy jednak lekarze stwierdzili zatrzymanie pracy serca. Wkrótce po przewiezieniu do szpitala czarnoskóry zawodnik zmarł. Dramat był tym większy, że spotkanie Kamerunu z Kolumbią oglądały żona i dwoje dzieci Foe, które stały się niespodziewanymi świadkami jego śmierci.

Jak się później okazało, przyczyną śmierci piłkarza był atak serca, spowodowany nieznaną nikomu wrodzoną wadą serca. Co ciekawe, komisarzem feralnego meczu komisarzem był prezes PZPN Michał Listkiewicz. "To dramat. Ten piłkarz umarł na moich oczach" - mówił wówczas podłamany "Listek".

Zaledwie pół roku później podobna tragedia wydarzyła się na stadionie Benfiki Lizbona. Kiedy podczas meczu z Vitorią Guimaraes reprezentant Węgier Miklós Fehér został ukarany przez sędziego żółtą kartką, tylko ironicznie się uśmiechnął. Chwilę później, nieatakowany przez nikogo, bezwładnie upadł. Nie pomogła szybka pomoc, po zasłabnięciu piłkarz zmarł.

Zdjęcia płaczących zawodników Benfiki obiegły lotem błyskawicy cały świat, a portugalscy kibice, by uczcić pamięć swojego idola, zmontowali poruszający do łez film.

Znany od wielu lat rajd samochodowy Paryż-Dakar niemal co roku pochłania na trasie kilka ofiar. Podczas ubiegłorocznej edycji słynnego wyścigu na 142. kilometrze czwartego etapu zginął 29-letni motocyklista Emer Symons. Pochodzący z RPA zawodnik dopiero debiutował w tej imprezie. Olbrzymie doświadczenie nie pomogło
natomiast 42-letniemu motocykliście, Ericowi Aubijoux. Po ukończeniu 14. etapu na drodze dojazdowej do biwaku w pobliżu Dakaru Francuz zmarł na atak serca.

Kiedy we wrześniu 1989 roku młody kolarz Joachim Halupczok zdobył złoty medal na mistrzostwach świata w kolarstwie szosowym, był na ustach całej sportowej Polski. Wygrał wyścig z dużą przewagą nad rywalami, a kilka miesięcy później w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" został wybrany najlepszym polskim sportowcem.

Jesienią 1990 roku zaczął jednak chorować na arytmię serca. Diagnoza lekarska brzmiała dla niego jak wyrok. Dlaczego? Bo musiał natychmiast zrezygnować z czynnego uprawiania sportu. Cztery lata później na zawodach piłki nożnej halowej Halupczok miał być rezerwowym bramkarzem. Nie zdążył zagrać ani minuty. W czasie rozgrzewki zasłabł i stracił przytomność. Zmarł w drodze do szpitala.

Jednym z najbardziej niebezpiecznych sportów jest rugby. Podczas odbywających się w Durbanie mistrzostw świata rugbistów do lat 19 zmarł tragicznie reprezentant Irlandii John McCall, który odniósł śmiertelne obrażenia w meczu z Nową Zelandią. Zabójcze dla młodego rugbysty okazało się uszkodzenie kręgosłupa szyjnego.

W sierpniu 2006 roku 16-letni piłkarz Dyskobolii Bartosz Bereszyński zmarł na boisku podczas meczu juniorów. Pod koniec spotkania 16-latek nagle przewrócił się i stracił przytomność. Nie pomogła długa reanimacja. Młody piłkarz zmarł na boisku, a pośmiertne badania również u niego wykazały ukrytą wadę serca.

Ayrton Senna jest przez kibiców i ekspertów uważany za kierowcę wszech czasów w Formule 1. Po makabrycznym wypadku podczas Grand Prix San Marino na torze Imola zmarł w szpitalu w Bolonii w wyniku obrażeń mózgu. Życie wielkiego kierowcy zakończyła rozpędzona do 210 km/h opona, która z przyczepionym elementem zawieszenia przebiła kask Brazylijczyka. Wcześniej uderzył on mknącym z zawrotną prędkością bolidem w betonowy element toru.

3 listopada 2004 roku podczas jednego ze spotkań w lidze NHL taflę opuścił niespodziewanie Siergiej Zholtok. Łotewski hokeista z grymasem bólu na twarzy zszedł do szatni. Utytułowany zawodnik dostał ataku serca i schodząc z lodu, stracił przytomność. Pięć minut później już nie żył, a ostatnie chwile życia spędził z kijem hokejowym u boku. Był prawdziwym weteranem NHL. W najsilniejszej hokejowej lidze świata rozegrał blisko 600 meczów i zdobył 111 bramek.

Jedna z największych nadziei polskiego kolarstwa Adam Krajewski w 2004 roku zginął podczas treningu we Włoszech. Medalista mistrzostw Polski juniorów i młodzieżowców na torze i na szosie przebywał na stażu sportowym w jednym z włoskich klubów. Marzył o karierze na miarę Lance'a Armstronga. Zginął na jednej z włoskich dróg, szlifując formę przed kolejnym pracowitym sezonem.

Tragiczny wypadek na kolarskiej trasie był także przyczyną śmierci Hiszpana Isaaca Galveza. 31-letni zawodnik podczas słynnej sześciodniówki w Gandawie zderzył się z Belgiem Dimitrijem De Faulem. Doznał poważnych obrażeń głowy i zmarł w karetce, jeszcze zanim dojechał do szpitala.

Co roku na sportowych arenach giną ludzie, którzy uprawianej przez siebie dyscyplinie poświęcają całe życie. Wielogodzinne treningi, długie i wyczerpujące zgrupowania, częste podróże - to wyrzeczenia, jakie ponoszą na co dzień zawodnicy na całym świecie. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że czasem ich podróż może zakończyć się przedwcześnie. Droga sportowców pełna jest bowiem wielu niebezpieczeństw, a śmierć przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.