Turniej drużynowy został wypromowany przez niemiecką telewizję i sponsorów. Skoczkowie z tego kraju, z Martinem Schmittem na czele, byli kiedyś tak silni i popularni, że toczyły się wielkie bitwy o jak najdłuższy czas antenowy. Dzięki temu stacje telewizyjne zarabiały krocie - przypomina "Fakt".

Teraz takie zawody tracą sens. Od dwóch lat w konkursach drużynowych bezkonkurencyjni są Austriacy. Mają tylu świetnych zawodników, że - gdyby pozwalały na to przepisy - mogliby wystawić dwa równie mocne zespoły i to pomiędzy nimi rozegrałaby się walka o wygraną. Oglądanie zawodów, których zwycięzca jest znany jeszcze przed ich rozpoczęciem, to żadna przyjemność. Kogo interesuje bowiem skok takiego Lauriego Hakola, który podczas zeszłorocznych zawodów w Willingen uzyskał 56,4 punktu? Najlepszą notę - 148,1 punktu - otrzymał wtedy Anders Jacobsen.To prawdziwa przepaść.

Taka rywalizacja nie ma sensu. Udowadniają to kibice. Trybuny podczas konkursów indywidualnych pękają w szwach, a telewidzowie biją wtedy rekordy oglądalności. Za to, gdy startują drużyny, nawet sprzedawcy kiełbasek pod skocznią nie zarobią. Nikogo to nie obchodzi. Nie można bowiem wytrzymać kilku godzin na mrozie, oglądając wyczyny reprezentacji m.in. Kazachstanu czy startujących... w trójkę Czechów.

Każdy z zawodników oddaje po dwa skoki. Ośmiu "lotów" Kazachów nie da się znieść. Niestety, w kalendarzu Pucharu Świata w tym sezonie przewidziano aż 4 konkursy drużynowe (w Kuusamo, Willingen, Lahti i Planicy). Jest jednak ratunek dla tego typu zawodów. Potrzeba do tego odważnych decyzji dotyczących zasad rozgrywania drużynówek - sugeruje bulwarówka.

Wzorem zawodów żużlowych, trenerzy powinni mieć możliwość uznania jednego ze swoich skoczków za jokera. Punkty zdobyte przez takiego zawodnika liczyłyby się podwójnie. Dobrym pomysłem byłoby też wprowadzenie zmian w zespole w trakcie konkursu. Gdyby najsłabszy z pierwszej serii mógł w finale zostać zastąpiony przez innego reprezentanta, emocje na pewno byłyby większe.

By zapewnić tak kochane przez kibiców dalekie loty, wszyscy zawodnicy powinni startować z tej samej belki. Teraz przed każdą serią jury ustala długość rozbiegu, biorąc pod uwagę zawodników w niej startujących. Kończy się to tym, że słabi skaczą krótko, bo dalej nie potrafią, a najlepsi czasem... lądują blisko, bo mają krótki rozbieg.