Dziennik Gazeta Prawana logo

Joanna Jędrzejczyk: Za swoją pierwszą zawodową walkę zarobiłam 300 zł

29 września 2015, 11:41
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Joanna Jędrzejczyk
Joanna Jędrzejczyk/Agencja Gazeta
Joanna Jędrzejczyk na co dzień wygląda niepozornie. Jednak ta drobna dziewczyna w ringu zmienia się w bestię. Przez fachowców od sportów walki jest uznawana za jedną z najniebezpieczniejszych kobiet na świecie. W rozmowie z dziennik.pl mistrzyni świata organizacji UFC opowiada m.in. o tym jak zaczęła się jej kariera.

Dlaczego sporty walki? Jak i kiedy zaczęła się ta przygoda?

W czasach szkolnych zdarzały się bójki, "solówki" po lekcjach? Czy Joanna Jędrzejczyk z dzieciństwa to grzeczna dziewczynka z warkoczykami czy urwis co chodził po drzewach?

W mediach i nie tylko w nich określa się Panią mianem jednej z najniebezpieczniejszych kobiet na świecie. Boją się Pani mężczyźni?

Czy z bycie mistrzynią UFC pozwala na wygodne życie i z finansowego punktu widzenia skupienie się tylko na karierze sportowej?
Sport jest bardzo dużą inwestycją w siebie. Jestem wdzięczna rodzicom i najbliższym za wsparcie. Oni widzą ile to kosztuje wysiłku i pieniędzy. Od zawsze dążyłam do tego, by wejść na taki poziom, który zapewni mi finansowy komfort. Odkąd jestem w UFC moje zarobki pozwalają mi skupić się tylko na sporcie. To jest moja praca. Sporo zyskałam też na współpracy z firmą Reebok. Jestem ambasadorką tej marki i wspólnie staramy się zarażać ludzi sportowym bakcylem.

Jaka była pierwsza nagroda pieniężna jaką Pani zarobiła za swoją walkę i na co te pieniądze zostały wydane?
Za pierwszą walkę nic nie zarobiłam To były zawody amatorskie. Przez wiele lat to ja dokładałam do tego. Trzeba było płacić za starty. Nie mówiąc już o treningach i przygotowaniach. Wyjazdy, obozy, szkolenia to wszystko pokrywałam z własnej kieszeni. Jak tylko mogłam to pomagałam rodzicom w sklepie. Każde pieniądze odkładałam, żeby móc się tylko rozwijać w tym co robię. Za swoją pierwszą zawodową walkę zarobiłam 300 złotych, ale to nie chodziło pieniądze. Ja nie walczę tylko dla pieniędzy. Chce być najlepsza. Teraz już dokładnie nie pamiętam na co wtedy wydałam te trzy stówy, ale na pewno było to związane ze sportami walki.

Od kilku lat jest Pani w związku. Co partner sądzi o tym, że Pani walczy w klatce?
Od ponad pięciu lat jestem w związku. Przemek miesiąc temu mnie zaskoczył, bo mi się oświadczył. Jest wspaniałym mężczyzną. Był kiedyś sportowcem, więc doskonale mnie rozumie. Wie ile to kosztuje wyrzeczeń. Poznaliśmy się na studiach na AWF w Olsztynie. Wspólne zajęcia, wspólne obozy, wspólne zainteresowania poza sportowe. On bardzo się cieszy, że robię to co lubię, spełniam się w tym i odnoszę sukcesy. Często podkreśla, że podziwia mnie nie tylko jako kobitę, ale też jako sportowca. Przemek zawsze widział we mnie potencjał i zawsze we mnie wierzył. To coś wspaniałego, że pomimo tego całego zamieszania wokół mnie nadal pozostajemy sobą.

Swoją ostatnią przeciwniczkę Pani zmasakrowała. Jessica Penne wyglądała po walce strasznie. Czy podczas walki pojawia się czasem myśl w głowie, że "kurcze mogę zrobić jej krzywdę?
Taki sport wybrałyśmy. Wchodzą do klatki musimy liczyć się z ryzykiem. To jest piękno tej dyscypliny. Może jest ona brutalna, ale szczerze... przez 12 lat kariery miałam tylko jedno małe rozcięcie. Tylko dwa szwy. Ostatnio miałam pierwszą kontuzję. Złamałam kciuk, ale to był uraz mechaniczny na który nie maiłam wpływu. Nie zrobiła mi tego przeciwniczka. Po prostu gdzieś był w kości słaby punkt i doszło do złamania. Traktowałam to jak wymianę "długopisu". Poleciałam na operację do USA. "Długopis" wymieniony i za dwa miesiące stoczę walkę w obronie tytułu. W klatce jest adrenalina. Tego bólu nie czuć. Jessica Penne źle wyglądała, bo niestety doszło do rozcięcia nosa. Jak wiadomo twarz jest mocno ukrwiona. Dochodziły kolejne moje ciosy. Rana się pogłębiała i nie wyglądało to fajnie, ale ona nie odczuwała bólu. Wchodzę do klatki po to żeby zwyciężać za wszelką cenę. Chcę udowodnić, że jestem najlepsza. Oczywiście nie chcę zrobić krzywdy przeciwniczce, ale podejmując walkę wiemy na co się piszemy.

Jest Pani młodą, atrakcyjną kobietą zupełnie nie przypominającą tej "fighterki" z klatki. Czy w pani szafie są tylko dresy i jeansy, czy szpilki i sukienki też się znajdą?
Tak są tam kiecki. Zakładam je na specjalne okazje. Lubię w tych szczególnych chwilach być kobietą na 110 procent. Ale w jeansach i t-shircie też czuje się bardzo kobieco. Prowadzę mocno aktywny tryb życia, więc na co dzień raczej są to mniej oficjalne stroje. Uwielbiam buty sportowe. Kolekcjonuje je. Jestem od nich uzależniona, ale ta słabość nie rujnuje mojego zdrowia.

Czy od "kobiecej strony" też się Pani jakoś przygotowuje do walki? Siatkarki podobno robią delikatny makijaż.
Siatkówka to sport bezkontaktowy. Tam nie dostaje się ciosów na twarz. U mnie makijaż nie wchodzi w grę. Po kilku ciosach by się rozmazał i wyglądałabym komicznie. Robię za to paznokcie. Zajmuje się tym moja przyjaciółka. Stawiam na hybrydy bo one są mocne. Inaczej po jednym treningu wszystko poszłoby na marne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Tematy: MMARingUFCwalka
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj