Jak spędził pan miesiąc przerwy między wyścigami?
Robiłem wszystko, co lubię. Trenowałem, testowałem samochód i odpoczywałem.

W jaki sposób?
Byłem na kilku rajdach.

Jak pan ocenia pan to, że ostatni szybki zakręt na torze Catalunya został spowolniony przez dodanie szykany?
Tak naprawdę to nie jest szykana, tylko dwa nowe zakręty. Zakręt numer 13 kiedyś był szybki, a teraz trzeba go pokonywać na trzecim biegu, żeby zwolnić przed nową szykaną. Specyfika tego toru została zmieniona. Kiedyś był szybki, choć nie brakowało też ostrych zakrętów, takich jak numer 5 lub 10. A teraz tor jest wolniejszy, co powoduje, że potrzebne są inne ustawienia bolidu.

Niektórzy kierowcy chwalą te zmiany, bo dzięki nim wyścig ma być bardziej bezpieczny.
To zależy, kto czego oczekuje od Formuły 1. Dla mnie wygląda to gorzej, bo jest mniej adrenaliny. Wolałem starą charakterystykę. Choć patrząc na to z drugiej strony, to nic się nie zmienia, bo nadal punktuje pierwszych ośmiu kierowców.

1 grudnia 2005 r. na tym torze jechał pan po raz pierwszy bolidem Formuły 1 (Renault za wygranie serii wyścigów w WSbR - red). Czy to ma jakieś znaczenie?
Ma, bo mam miłe wspomnienia. Test był krótki, ale wypadł bardzo dobrze. Chociaż wtedy wszystko było inne, od bolidu zaczynając, na torze kończąc. Trochę sentymentu jednak pozostało.

A tamten kierowca też był inny?
Nie, kierowca jest ten sam. Nazywa się Robert Kubica, pochodzi z Krakowa. Oczywiście jestem bardziej doświadczony, ale to zrozumiale, bo z każdym kilometrem czegoś się uczę. To będzie procentować. Na pewno nie jestem gorszym kierowcą, niż byłem przedtem. Czy lepszym, to już nie mnie oceniać.

A to, że teraz jeździ pan BMW, a nie Renault, jest korzystną zmianą?
Obecnie z pewnością tak.

Czy po niezbyt fortunnych pierwszych wyścigach, kiedy ciągle były jakieś problemy z bolidem, możemy liczyć, że tym razem wszystko będzie OK?
Testy pokazały, że bolid jest w pełni sprawny. Jedynym problemem była pogoda, bo sporo padało. A jak było sucho, to wiał mocny wiatr. Testy były przerywane i nie przejechaliśmy tylu kilometrów, ile byśmy chcieli. Najważniejsze jednak, że przetestowaliśmy nowe rozwiązania.

Jakie?
Parę rzeczy aerodynamicznych, dopracowaliśmy zmianę biegów, zmieniliśmy trochę zawieszenie oraz tylne skrzydło, a przednie jutro zakładamy całkiem nowe. Krok w przód z pewnością został zrobiony. Powinno być lepiej. Ciekawe tylko, jak daleko do przodu posunęli się konkurenci i czy zbliżyliśmy się do dwóch czołowych zespołów.

Zauważył pan nowe elementy w bolidach Hondy i McLarena? Ten pierwszy team założył specjalne skrzydełka, które są porównywane do uszu słonia.
Nie zauważyłem nowych uszu słonia. Podczas testów mam co innego do roboty i nie zdążyłem podpatrzeć, co robi konkurencja.

A propos konkurencji. Ostatnio Alonso zauważył, że BMW zbliża się do Ferrari i McLarena.
Przed sezonem chwalił nas Massa, teraz Fernando. My chwalimy innych. Tak już bywa. Najważniejsze, żebyśmy byli w stanie walczyć z najlepszymi.

Czego konkretnie oczekuje pan podczas wyścigu w Barcelonie?
Przede wszystkim tego, żeby po raz pierwszy nie było problemów z samochodem. Jak wszystko będzie dobrze, to powinniśmy wspólnie z Heidfeldem zdobyć punkty i przynajmniej utrzymać trzecią pozycję wśród konstruktorów.

Zaskoczony jest pan świetną postawą Lewisa Hamiltona?
Wcale. Kto zna Lewisa, wie, ile jest wart. Ja jechałem z nim w jednym zespole w Makao w 2004 roku (Formuła 3 – przyp. red.). Mieliśmy dwa najlepsze czasy w kwalifikacjach. W wyścigu ja byłem drugi, on nie dojechał do mety, ale znam dobrze jego wartość.