Do przygotowania nowej flagi potrzebne było aż 6 tysięcy zdjęć. – Dzięki pomocy mediów i portali społecznościowych w sobotę 4 listopada zakończyliśmy zbiórkę – mówi Marta Witecka. Po kilkudniowych poprawkach graficznych oraz obróbkach zdjęć, nad którymi ciężko pracowali Adam Figiel i Przemysław Ćwiertnia, flaga została wysłana do druku. Będzie gotowa za kilka dni. - Jesteśmy z tego powodu niesamowicie szczęśliwi. Dodatkowym powodem do radości jest to, że jako drużyna flagi dzięki uprzejmości sponsora, lecimy za dwa tygodnie na ostatni wyścig tegorocznego sezonu Formuły 1 do Abu Dhabi, aby zaprezentować ją światu i być może naszemu długo wyczekiwanemu na torze Robertowi Kubicy – opowiada Witecka.

Pomysłodawcą ogromnej sektorówki był wspomniany Adam Figiel, fan z Krakowa. Flaga o powierzchni 60 m2 z ogromny napisem "Forza Robert" jeździła wszędzie tam gdzie był Kubica. Po raz pierwszy pojawiał się na Rajdzie Polski w Mikołajkach w 2014 roku, a ostatni na Hungaroringu, węgierskim torze gdzie odbywały się testy Kubicy za kierownicą Renault. – Gdy Robert żegnał się z publiką, to właśnie w jej kierunku machał. Niestety na Węgrzech sektorówka uległa zniszczeniu. Miała dziury i trzeba ją było stworzyć od nowa – mówi Witecka. I dodaje, że jako wierni fani i grupa przyjaciół postanowili podjąć się tego wyzwania.

Fani Roberta szybko zrzucili się na jej wykonanie, bo wydruk tak dużego formatu niestety sporo kosztuje.  - Projekt nowej flagi zakłada, że będzie ona miała wymiary 6x10 metrów czyli 60m2 i będzie się składać z 6 tysięcy zdjęć kibiców o wymiarach 10x10cm – wyjaśnia Witecka.

Nadwyżka zebranych pieniędzy zostanie przekazana Danielowi Szulcowi, który jest wiernym fanem Kubicy a w wyniku wypadku samochodowego ma uszkodzony kręgosłup. – Nie poddaje się i próbuje poprzez rehabilitację stanąć na własnych nogach. Do walki o zdrowie motywuje go właśnie Robert Kubica, którego jest wiernym fanem. Od lat wyjazd na Grand Prix F1 jest jego wielkim marzeniem i właśnie my postanowiliśmy, że go tam zabierzemy. A pieniądze przekażemy na jego rehabilitację – wyjaśnia Witecka.