"Kawalerzystów" do zwycięstwa znów poprowadził LeBron James, który zdobył 35 pkt, miał dziewięć zbiórek i sześć asyst, ale także sześć strat. Dla niego to siódmy z rzędu awans do finału Konferencji Wschodniej.

"To nagroda za naszą pracę. Awans nie był nam dany, musieliśmy na niego zapracować. Kolejny raz byłem częścią teamu, który awansował do finału Konferencji Wschodniej. Dla mnie to już dziewiąty taki przypadek w ciągu 14 lat. Cenię sobie te liczby" - powiedział 32-letni gwiazdor.

W ekipie aktualnych mistrzów wyróżnili się także Kyrie Irving - 27 pkt i rezerwowy Kyle Korver - 18 (4/6 za trzy punkty).

Wśród pokonanych, którzy znów wystąpili bez swojego reżysera gry, kontuzjowanego Kyle'a Lowry'ego, najlepsi byli reprezentant Hiszpanii Serge Ibaka - 23, DeMar DeRozan - 20 i osiem asyst (jego rekord w play off) oraz zastępujący Lowry'ego Kanadyjczyk Corey Joseph - 20 i 12 asyst.

Po niedzielnym sukcesie Cavaliers stali się jedynym zespołem NBA, który wygrał w play off osiem spotkań z rzędu w rok po zdobyciu tytułu i osiem kolejnych na początku fazy pucharowej w dwóch następujących po sobie sezonach.

Podopieczni trenera Tyronna Lue mają teraz dużo czasu na przygotowania do finału konferencji, gdyż w drugiej półfinałowej parze na Wschodzie Washington Wizards wyrównali stan rywalizacji na 2-2, wygrywając na własnym parkiecie z Boston Celtics 121:102. Te drużyny zagrają ze sobą jeszcze co najmniej dwukrotnie.

O zwycięstwie Wizards zadecydowała świetna w ich wykonaniu trzecia kwarta, która zaczynała się przy remisie 48:48. W jej trakcie, w nieco ponad sześć minut gospodarze zdobyli aż 26 punktów z rzędu. Ostatecznie wygrali tę część gry 42:20.

Marcin Gortat zdobył dla zwycięzców sześć punktów, miał siedem zbiórek i trzy asysty.

Remis 2-2 jest także w półfinałowej rywalizacji w Konferencji Zachodniej pomiędzy San Antonio Spurs i Houston Rockets. "Rakiety", po dwóch kolejnych porażkach, wygrały u siebie 125:104.

Ich lider James Harden zdobył 28 pkt i miał 12 asyst, rezerwowy Eric Gordon - 22, Trevor Ariza - 16, a jeszcze czterech graczy gospodarzy uzyskało dwucyfrową zdobycz punktową.

W ekipie gości, pozbawionych francuskiego rozgrywającego Tony'ego Parkera, było tylko czterech takich koszykarzy. Jonathon Simmons zanotował 17 pkt, Kawhi Leonard i LaMarcus Aldridge - po 16, a Australijczyk Patty Mills - 10.

Trener San Antonio Gregg Popovich wskazał na jedną poważną przyczynę wysokiej porażki zespołu: "Nasza koszykarska biblia zaczyna się od szybkiego powrotu do obrony. Jeśli tego nie ma, po prostu nie jesteśmy gotowi do rywalizacji. Po obejrzeniu filmu z naszej gry w defensywie w niedzielę, należałoby sprzedać wszystkich graczy, a na końcu mnie. Tak źle to wyglądało".

Szkoleniowiec Rockets Mike D'Antoni, który kilka godzin przed meczem został wyróżniony wraz z Erikiem Spoelstrą z Miami Heat przyznawaną po raz pierwszy przez Stowarzyszenie Trenerów NBA (NBCA) nagrodą dla najlepszego coacha, uwzględniającą całokształt pracy w lidze, był pod wrażeniem sposobu, w jaki zespół zareagował na błędy popełniane w dwóch poprzednich, przegranych spotkaniach.

"To był z jego strony wielki wysiłek i wielka przemiana. Przed nami jeszcze wiele pracy, ale nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy powtórzyć dzisiejszego wyczynu w San Antonio" - powiedział.

Właśnie tam odbędzie się we wtorek kolejna odsłona derbów Teksasu.