Piłkarze nie mają wątpliwości, że jeśli komuś zależy by Pogoń przegrała, to właśnie prezesowi Miedziakowi. "Mamy do czynienia z przedziwnymi posunięciami naszych działaczy, mających na celu maksymalne utrudnienie nam zwycięstwa w sobotę. Zostanie poinformowany o tym Wydział Dyscypliny, PZPN i media" - mówi wściekły Radosław Majdan.

"Czekam na zaległe pieniądze i odchodzę z tego klubu. Nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy w nim rządzą. Niektórymi powinien się zająć prokurator, powinien sprawdzić im telefony. Kiedy, do kogo i w jakim celu dzwonili" - dodaje.

Wczoraj w klubie działy się dantejskie sceny. Zaczęło się o siódmej rano, gdy do Gutowa Małego, gdzie przebywa zespół, przyjechał radiowóz, aby... alkomatem przebadać Bogusława Baniaka. "Niektórzy w naszym klubie stosują ubeckie, komunistyczne metody. Chcą znaleźć haka na naszego szkoleniowca" - opowiada Majdan.

Potem rozgorzała kłótnia o to, kiedy Pogoń ma wyjechać ze zgrupowania w Gutowie Małym do Szczecina. Prezes Miedziak bardzo chciał, aby 600 kilometrów piłkarze przebyli autokarem w sobotę, a prosto z niego wyszli na boisko. "To jak oddanie meczu walkowerem" - załamywał ręce Baniak.

"Mieliśmy zebranie z radą drużyny. Ustaliliśmy, że jeśli mamy jechać do Szczecina w dniu meczu autokarem, to wolimy z własnej kieszeni zapłacić za bilety i pojechać w piątek pociągiem. Nie pozwolimy, żeby ktoś drwił z Pogoni i jej kibiców. Zrobimy wszystko, by Bełchatów nie był mistrzem. I jesteśmy w stanie tego dokonać. Widział pan mecz z Cracovią? Mieliśmy ją rozłożoną na łopatki" - mówi Baniak. "I proszę napisać, że wolę, by mistrzem było Zagłębie" - dodaje.

Temperatura wrzenia została osiągnięta po treningu. Brazylijczycy poinformowali, że wedle działaczy polska część zespołu Pogoni sprzedała mecz Bełchatowowi. Spotkanie stanęło pod znakiem zapytania, bo przez moment wydawało się, że Latynosi nie zgodzą się na grę w jednej drużynie z polskimi piłkarzami.

"Nie wiem, jaki wystąpi skład, ale zagramy zmobilizowani podwójnie. Ktoś, kto chce nas zeszmacić, sam jest zwykłym śmieciem. Rzygać mi się chce, naprawdę. Oskarża się młodych chłopaków, nastolatków, którzy mają za sobą jeden mecz w lidze, o korupcję. Ktoś chce spalić tych chłopców, żeby przypadkiem coś im w sobotę nie wyszło" - mówi Majdan.

"Nie wiem, kto tu z kim tańczy" - podsumowuje Baniak. Czy działacze Pogoni dogadali się z działaczami Bełchatowa? Taki można wysnuć wniosek z niektórych wypowiedzi. Majdan mówi: "Powiem tylko tyle, że nasz prezes bardzo chciał, aby mecz został rozegrany w Bełchatowie, ale ten plan nie wypalił. A resztę niech pan sobie sam dopisze. Wnioski łatwo wyciągnąć.

"Czy nasz prezes chce, żeby mistrzem był Bełchatów? Odpowiadając, dałbym pretekst do rozwiązania umowy" - komentuje Baniak. Dzwoniliśmy wczoraj do Miedziaka, ale jest mało wiarygodny. Gdy spytaliśmy, czy rzeczywiście chciał, aby Pogoń zagrała w Bełchatowie, a nie w Szczecinie, zbeształ nas: "Co to za głupoty! Sprawdźcie u źródła, zadzwońcie do Bełchatowa, a nie bzdury rozpowiadacie".

No i zadzwoniliśmy do Bełchatowa. A tam... "Oczywiście, że pan Miedziak był zwolennikiem rozegrania meczu z Pogonią u nas" - powiedział nam prezes GKS Jerzy Ożóg.

Bełchatów ma punkt straty do Zagłębia Lubin, które jednak gra na Łazienkowskiej z Legią. Dlatego wydaje się być faworytem w walce o mistrzostwo Polski. Musi jednak pokonać na wyjeździe ostatnią drużynę ligi, właśnie Pogoń.

"Ja do Bełchatowa nic nie mam, nikt z tego klubu do nas nie dzwonił, a trenera Lenczyka bardzo szanuję i wiem, że z tym całym cyrkiem nie ma nic wspólnego" - uściśla Majdan. Jest możliwe, że w Pogoni zagrają juniorzy. Wczoraj w klubie pojawił się nieznany osobnik z rozpisanym na kartce składem...