Anglicy, którzy byli rywalem Polaków w grupie A, mieli okazję zrewanżować się Niemcom za przegrany 0:4 finał MME w 2009 roku w Malmoe. Był to jedyny triumf zespołu niemieckiego w tych rozgrywkach. Anglicy zwyciężyli dwukrotnie - w 1982 i 1984 roku.

Niemcy do półfinału awansowali jako najlepsza drużyna z drugich miejsc w grupie. Podczas mistrzostw grali już na tyskim stadionie, gdzie pokonali Czechów 2:0. Anglicy wygrali „polską” grupę.

Półfinał był czwartym i ostatnim mistrzowskim meczem w Tychach. W poprzednich za doping odpowiadała głównie wielotysięczna grupa Czechów. We wtorek jej zabrakło i często było na stadionie cicho.

Ale na boisku działo się wiele. Już w pierwszej połowie mogło paść kilka bramek. Początek należał do Anglików, którzy stworzyli sporo groźnych sytuacji. Demarai Gray zmarnował sytuację sam na sam z niemieckim bramkarzem, Tammy Abraham z bliska głową trafił wprost w jego ręce.

Potem do głosu doszli Niemcy. Też kilku akcji nie zdołali skutecznie zakończyć, ale w 35. minucie po centrze Jeremy’ego Toljana Davie Selke głową zdobył bramkę. Selekcjoner reprezentacji Niemiec Stefan Kuntz przed meczem deklarował, że chce uniknąć konkursu rzutów karnych, bo to dla trenera oznacza siwe włosy.

Widmo karnych się nieco przybliżyło cztery minuty przed przerwą, kiedy w zamieszaniu po rzucie rożnym wyrównał Gray.

Pierwsi po przerwie ruszyli do przodu Niemcy, jednak ze zmiany wyniku już po pięciu minutach cieszyli się rywale. Will Hughes niemal z końcowej linii boiska dokładnie wyłożył piłkę nadbiegającemu Abrahamowi i Anglicy prowadzili 2:1.

Ogromną szansę na wyrównanie miał osiem minut później Toljan, tyle że trafił z bliska w boczną siatkę.

Zepchnięci pod własne pole karne Anglicy skupili się na obronie. Utrzymanie korzystnego wyniku udało się im do 70. minuty, kiedy rezerwowy Felix Platte, siedem minut po wejściu na murawę, po rzucie rożnym Maximiliana Arnolda głową wpakował piłkę pod poprzeczkę angielskiej bramki.

Uskrzydleni golem podopieczni trenera Kuntza poszli za ciosem i kilka razy rozmontowali defensywę przeciwnika. Cieszyli się nawet z trzeciej bramki, jak się okazało przedwcześnie. Sędzia jej nie uznał z racji „spalonego”.

Niemcy sprawiali wrażenie bardziej zdeterminowanych, by rozstrzygnąć spotkanie bez dogrywki. Mieli ku temu wiele okazji, ale mimo doliczenia przez sędziego pięciu minut, wynik się nie zmienił.

W dogrywce początkowo nadal aktywniejsi byli zawodnicy trenera Kuntza. Już w ciągu pierwszych 120 sekund mogli zdobyć dwa gole, a i potem gra toczyła się głównie na angielskiej połowie boiska.

Po zmianie stron odważniej zagrali Anglicy i „zamieszali” parę razy w polu karnym rywali. Piłkę „meczową” miał jednak w 115. minucie Niemiec Nadiem Amiri – nie trafił w piłkę przed pustą bramką i o awansie do finału decydowały rzuty karne.

Lepsi okazali się w nich Niemcy. Ich bramkarz obronił dwa strzały rywali, golkiper Anglików – jeden. Jako ostatni, przy stanie 3:3, „jedenastkę” egzekwował Nathan Redmond. Jego intencje wyczuł Julian Pollersbeck i zapewnił Niemcom awans.

Anglia – Niemcy 2:2 (2:2, 1:1, 0:0), karne 3-4
Bramki: 0:1 Davie Selke (35, głową), 1:1 Demarai Gray (41), 2:1 Tammy Abraham (50), 2:2 Felix Platte (70, głową)
Żółte kartki – Anglia: Will Hughes, Ben Chilwell, Mason Holgate; Niemcy: Davie Selke, Serge Gnabry, Marc-Oliver Kempf, Maximilian Arnold
Sędzia: Gediminas Mazeika (Litwa)
Widzów: 13 214