"Zawsze lubiłem brać sprawy w swoje ręce. Gdy graliśmy na podwórku, nikt nie lubił stać na bramce. Ja lubiłem. Jak nam nie szło, to biegłem do ataku, bo chciałem strzelić. Zawsze było mnie pełno. Teraz marzę o tym, żeby zagrać w takim meczu jak finał Ligi Mistrzów i nie puścić bramki" - mówi Kuszczak.

Manchester jest faworytem tego spotkania. W Premiership wyprzedził Chelsea o dwa punkty i zdobył mistrzostwo Anglii. Kuszczak drugi raz z rzędu nie otrzymał medalu za ten sukces, bo nie grał w wystarczająco dużej ilości meczów ligowych. Triumf w Lidze Mistrzów pozwoliłby mu o tej przykrej sytuacji zapomnieć.

"Wygrana Pucharu Europy to najbardziej prestiżowe wyróżnienie w klubowym futbolu. A do tego rywalem jest Chelsea. To na pewno będzie kapitalny mecz. Nasi rywale mają doskonały zespół, a do tego na pewno mają świadomość tego, że przegrali w końcówce sezonu walkę o dominację w Premiership, więc będą chcieli się odegrać w Moskwie. Utrzeć nam trochę nosa, jeśli chodzi o trofea. My w tym sezonie już coś zdobyliśmy, oni nie. Jeśli teraz wygramy i Premier League, najlepszą ligę świata, i Ligę Mistrzów, nie będzie żadnych wątpliwości, że Manchester United jest obecnie najlepszym klubem na całym globie" - powiedział Kuszczak.

Gdyby Polak zagrał dzisiaj w Moskwie i wygrał, to nie spocznie na laurach i postawi sobie kolejne cele. "Taki jestem. Gdybym powiedział: <<Mam wszystko czego chciałem>>, to byłby koniec. Tutaj się nauczyłem, że zawsze można iść do góry. Mam tu Ryana Giggsa czy Paula Scholesa, którzy pokazują, że można osiągnąć znacznie więcej. Przy nich czuję się malutki" - twierdzi bramkarz.

Ojciec Kuszczaka jest wojskowym, ale w domu nie wprowadził drylu takiego jak w armii. "Nauczył mnie jednak, że trzeba być odważnym" - mówi Kuszczak, a to może się przydać w grze przeciwko Chelsea.