Andrzej Gołota: Nie, bo Amerykanie okazują tylko swoich. Ila mamy złotych medali?
...Komar?
Dla mnie to są kozacy. Wygrać w takim ciężkim sporcie to bajer. A ten trzeci mistrz to kto?
...Smarował? Po co? Żeby pszczoły do lepu przyleciały. Dziwny sport. Tu w telewizji pokazują pływanie, lekkoatletykę i koszykówkę.
Też, ale to nie sport. Podobnie jak ten cały boks amatorski. Wygrałbym z nimi jedną ręką. Drugą przywiązałbym z tyłu i na jednej nodze bym skakał.
Najbardziej to Phelps. Ten gość wszystko robi idealnie. Urodzony jest do pływania. Ma super technikę. Amerykanie za nim szaleją.
To też. Amerykanie podeszli poważnie do tych zawodów. Wysłali gwiazdy i wygrają. Sam się dziwię, jak udało się namówić tych milionerów na igrzyska. Chyba w ramach rekreacji polecieli, albo ktoś im wszedł na honor. Wiadomo, amerykańska flaga, jesteśmy najlepsi i tak dalej.
...Tu telewizja pokazuje tak, że USA ma najwięcej medali i to jest najważniejsze. Tylko sukcesy swoich pokazują i można pomyśleć, że nikt inny nie wygrywa. I jeszcze pokazują jaka Rosja jest słaba.
Też tak słyszałem? Ale na cholerę mi te Chiny? Leci się dwa dni. Szkoda czasu.
„Dziadek”? Więcej mówi niż płaci.
Coś tam „Dziadek” rzucił, lecę do niego w niedzielę, to wszystko się wyjaśni. Najpierw jednak powalczę w Polsce. Zacząłem już sparingi. Za miesiąc będę w kraju.
Nie wiem jeszcze. Na razie sparuję z takim małym Murzynem. Wygląda jak Tyson, ale bije słabiej. Mówią na niego Terry.
Spokojnie. Najpierw przylecę do Polski. Chyba do Wrocławia. Miesiąc później mam bić się w Chinach. No i po tych walkach „Dziadek” ma mi zorganizować pojedynek o jakiś pas. Muszę go wreszcie zdobyć.