Brazylijczyk Marcelinho, klubowy kolega Jacka Krzynówka z Wolfsburga, dał popalić ochroniarzom na dyskotece. Niepokorny piłkarz napadł podobno na innego bywalca lokalu i zranił go butelką. Zawodnik się nie przyznaje, trener zapewnia, że mu wierzy, a klub... zapowiada, że uderzy go po kieszeni.
Marcelinho szalał na jednej z dyskotek w Berlinie. O napaść oskarżył go o dwanaście lat starszy gość lokalu. Ma świadka, który potwierdził, że Brazylijczyk napadł na niego z butelką, którą uderzył go i zranił.
"Marcelinho zapewnił mnie szczerze, że nikogo nie pobił. Znam go z tego, że lubi się bawić, ale z drugiej strony wiem, że nie jest skory do zaczepek" - broni jednak podopiecznego trener VfL Wolfsburg Felix Magath.
Czy obrona trenera coś da, zobaczymy wkrótce. Klub chce bowiem nałożyć na zawodnika wysoką karę finansową.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|