Leo Beenhakker: To Kuba sam przyszedł do mnie i powiedział, że nie czuje się w stu procentach sprawny. Co więcej – przyznał, że z dnia na dzień jest gorzej. Pamiętajmy, że to nie pierwsza tego typu kontuzja, tylko czwarta w tym sezonie. Okazało się, że Kuba po prostu nie jest wystarczająco zdrowy, by wziąć udział w turnieju. Decyzja była bardzo trudna. Dla nas obu i dla całego zespołu. Kuba jest bardzo ważną postacią w drużynie. A teraz udowodnił, że jest absolutnym profesjonalistą.
Tak. Teraz to mogę powiedzieć.
Mów? Naprawdę nie muszę ich motywować. Większość z nich nie potrzebuje żadnych dodatkowych bodźców. Każdy czeka na ten mecz, cieszy się na niego i już jak najszybciej chce wyjść na boisko.
Zgadza się. Ale powtarzałem wielokrotnie, że nie możesz brać ze sobą na boisko wszystkich emocji. To nie pomaga w grze w piłkę. Wychodząc na boisko z takim nastawieniem, nie zagrasz dobrego spotkania. Będzie bałagan, a nie organizacja gry.
Jest kilka powodów, dla których są zaliczani do najlepszej piątki na świecie. Przede wszystkim mają znakomitych piłkarzy. Po drugie zawsze grają z ogromnym poświęceniem dla drużyny. Nigdy się nie poddają, zawsze prą do przodu, nie tracą głowy i w końcówce spotkania są w stanie wykrzesać z siebie dodatkowe siły. W Holandii mamy takie powiedzenie: jeśli chcesz wygrać z Niemcami, na chwilę wytchnienia możesz sobie pozwolić dopiero wtedy, jak oni już siedzą w autobusie.
O tym powiem moim piłkarzom. Moim zadaniem jest przygotować zawodników, a nie informować media. Poza tym musimy się skupić na sobie. Zagraliśmy 14 ciężkich meczów eliminacyjnych, udało nam się wygrać grupę. Wtedy to się nazywało eliminacje, teraz nazywa się Euro. Jedyna różnica. Futbol pozostaje taki sam.
Nie potrafię powiedzieć, jak docieram do moich piłkarzy, każdy potrzebuje czego innego. Jeden kopniaka w tyłek, inny poklepania po ramieniu. Widzę, który czego potrzebuje i na każdego mam inną metodę.