Jak wyglądała rozmowa z Błaszczykowskim?

Reklama

Leo Beenhakker: To Kuba sam przyszedł do mnie i powiedział, że nie czuje się w stu procentach sprawny. Co więcej – przyznał, że z dnia na dzień jest gorzej. Pamiętajmy, że to nie pierwsza tego typu kontuzja, tylko czwarta w tym sezonie. Okazało się, że Kuba po prostu nie jest wystarczająco zdrowy, by wziąć udział w turnieju. Decyzja była bardzo trudna. Dla nas obu i dla całego zespołu. Kuba jest bardzo ważną postacią w drużynie. A teraz udowodnił, że jest absolutnym profesjonalistą.

Miał grać w pierwszej jedenastce z Niemcami?

Tak. Teraz to mogę powiedzieć.

Dużo miał pan motywacyjnych przemów przed niedzielnym meczem?

Mów? Naprawdę nie muszę ich motywować. Większość z nich nie potrzebuje żadnych dodatkowych bodźców. Każdy czeka na ten mecz, cieszy się na niego i już jak najszybciej chce wyjść na boisko.

Niemcy są specjalnym przeciwnikiem nie tylko dla nas, ale i dla Holendrów.

Zgadza się. Ale powtarzałem wielokrotnie, że nie możesz brać ze sobą na boisko wszystkich emocji. To nie pomaga w grze w piłkę. Wychodząc na boisko z takim nastawieniem, nie zagrasz dobrego spotkania. Będzie bałagan, a nie organizacja gry.

Co jest największym atutem Niemców?

Jest kilka powodów, dla których są zaliczani do najlepszej piątki na świecie. Przede wszystkim mają znakomitych piłkarzy. Po drugie zawsze grają z ogromnym poświęceniem dla drużyny. Nigdy się nie poddają, zawsze prą do przodu, nie tracą głowy i w końcówce spotkania są w stanie wykrzesać z siebie dodatkowe siły. W Holandii mamy takie powiedzenie: jeśli chcesz wygrać z Niemcami, na chwilę wytchnienia możesz sobie pozwolić dopiero wtedy, jak oni już siedzą w autobusie.

Mają słabe punkty?

O tym powiem moim piłkarzom. Moim zadaniem jest przygotować zawodników, a nie informować media. Poza tym musimy się skupić na sobie. Zagraliśmy 14 ciężkich meczów eliminacyjnych, udało nam się wygrać grupę. Wtedy to się nazywało eliminacje, teraz nazywa się Euro. Jedyna różnica. Futbol pozostaje taki sam.

Co pan zrobił, że piłkarze są tak spokojni i pewni siebie?

Nie potrafię powiedzieć, jak docieram do moich piłkarzy, każdy potrzebuje czego innego. Jeden kopniaka w tyłek, inny poklepania po ramieniu. Widzę, który czego potrzebuje i na każdego mam inną metodę.