46 lat na karku, a temu wciąż mało! Evander Holyfield nie ma zamiaru zejść z ringu i nadal chce zostać niekwestionowanym mistrzem świata w boksie zawodowym kategorii ciężkiej. Warunek jest jeden. Holyfield w grudniu musi powalić na deski ogromnego Rosjanina Nikołaja Wałujewa w walce o pas czempiona federacji WBA.
"W 1999 roku, gdy przegrałem z Lennoksem Lewisem przypuszczałem, że to koniec mojej kariery" - śmieje się Holyfiled. "Teraz naprawdę myślę, że to mój rok i jestem zaszczycony możliwością walki z Wałujewem i szansą zdobycia tytułu mistrza świata" - mówi amerykański weteran ringów.
Były mistrz świata nie walczył przez rok od czasu przegranej z ówczesnym mistrzem świata World Boxing Organisation (WBO) Sułtanem Ibragimowem. Ma stanąć w ringu 20 grudnia przeciwko młodszemu o 11 lat Wałujewowi, który ma 213 cm wzrostu i rekord ringowy 49-1.
"Moim celem jest tytuł niekwestionowanego mistrza świata, a nie tylko jeden z tytułów" - mówi pewny siebie Holyfield.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane