Można by pomyśleć, że Radwańska rozchorowała się z nerwów po wielkim rozczarowaniu, jakim był się jej start w Australian Open 2009 - broniła ćwierćfinału, a skończyło się na pierwszym meczu (przegrała z Kateryną Bondarenko). Mimo choroby, wczoraj w parze z Ulą wygrały I rundę debla 6:3, 7:5. Obie siostry mają razem prawie tyle samo lat, co każda z ich wczorajszych rywalek - Jill Craybas (skończy 35) i Tamarine Tanasugarn (32).
>>>Trzy polskie deble w drugiej rundzie
"To jedne z najstarszych zawodniczek w cyklu WTA, ale wcale nie zagrały jak weteranki. Trochę nie szło im z głębi kortu, więc dużo kombinowały, zamieniały się stronami. My starałyśmy się nie wdawać w wymiany, zagrałyśmy agresywnie, po liniach. " - przyznała Agnieszka, która nie wydawała się specjalnie uszczęśliwiona zwycięstwem.
Okazywanie emocji w ogóle nie jest w jej stylu. - przyznała w rozmowie z DZIENNIKIEM mama tenisistek, Marta Radwańska.
>>>Radwańska: Za dużo było tych błędów
Wygląda na to, że znacznie trudniej było pogodzić się z tym trenerowi Robertowi Radwańskiemu. Zgodnie z obietnicą na meczu debla się nie pokazał, z Agnieszką jeszcze od czasu jej porażki nie rozmawiał. - przyznała tenisistka. Jej zdaniem wszystko wróci do normy w ciągu kilku dni. "Chociaż pewnie będzie do tego wracał. Niektóre mecze wypomina mi przez parę lat" - mówiła Agnieszka.
Późnym popołudniem Radwański był już gotowy na krótką rozmowę z mediami. "Na następny mecz dziewczyn pewnie przyjdę. " - powiedział.
Agnieszka chyba ma podobne odczucia. Postanowiła w Melbourne nie grać miksta, chociaż akurat w tym turnieju znalazłaby na to czas. "Kilku tenisistów mi to proponowało, ale odmówiłam. Mam już trochę dosyć" - przyznała.