Z powodu kontuzji pleców. Ból odczuwam już od dwóch tygodni, a podczas turnieju w Madrycie jeszcze bardziej się on nasilił. Przed finałem musiałam wziąć tabletki przeciwbólowe. W czasie meczu pomogła mi adrenalina, która sprawiła, że dograłam mecz do końca.
Bardzo chciałam tu zagrać. Wiem, że mam tutaj wielu kibiców, a dodatkowo przyjeżdża tu moja babcia, która chciała zobaczyć, jak gram. Niestety uniemożliwiła mi to kontuzja. Na pewno wrócę tu jednak za rok i wtedy zagram w turnieju. Bardzo dobrze się czuję w Warszawie, jestem tu raz do roku i trochę znam to miasto. Do końca myślałam, że tu zagram. Rozmawiałam z moją fizjoterapeutką, która powiedziała mi, że jeśli chcę mieć jakiekolwiek szanse w Roland Garros, to muszę zrezygnować ze startu w Warszawie, żeby nie pogorszyć stanu zdrowia.
Każda tenisistka chciałaby się znaleźć w pierwszej dziesiątce. Moim marzeniem jest jednak podskoczyć jeszcze o dziewięć miejsc, żeby być pierwsza. Wiem, że jeszcze paru punktów mi brakuje, muszę się też poprawić w paru elementach.
Dla mnie nie ma różnicy, czy stanie się to za rok czy za dziesięć lat, ale awans na pierwsze miejsce będzie dla mnie wiele znaczył. Na razie chcę grać najlepiej jak potrafię i cieszyć się tym, co robię.
Zawsze można coś poprawić w grze. Serwis i return, czyli dwa bardzo ważne elementy tenisa. Poza tym przydałoby mi się trochę więcej siły i wytrzymałości.
Moi rodzice pochodzą z Polski, ale ja urodziłam się w Danii. Dlatego uważam się bardziej za Dunkę, ale czuję się również Polką.
Chciałabym, żeby turniej wygrała Polka, fajnie byłoby, gdyby wygrała Marta Domachowska. A jak będzie - zobaczymy. Nie wiem, jak po przerwie gra Maria Szarapowa, bo nie widziałam jej jeszcze w akcji, a obydwie wpadają na siebie w ćwierćfinale. Na pewno po dziewięciu miesiącach przerwy ciężko będzie jej wrócić od razu do znakomitej dyspozycji.
No tak (śmiech). Uważam, że gram teraz dobrze. Ale Szarapowa to Szarapowa. Nigdy nie wiadomo, jak zagra, ona zawsze jest groźna.