Rok temu wydawało się, że drużyna Raula Lozano jest potęgą, ale ten sen trwał krótko. Najpierw był nieudany finał Ligi Światowej, a potem kompromitacja na mistrzostwach Europy w Rosji. Kryzys w męskiej reprezentacji stał się faktem.

Słaby występ w Moskwie spowodował, że Polaków zabrakło w Japonii, gdzie w Pucharze Świata toczy się właśnie walka o trzy miejsca premiowane bezpośrednim awansem olimpijskim.

Nasi siatkarze na własne życzenie wydłużyli sobie drogę do Pekinu. Najpierw muszą wygrać turniej w węgierskim Szombathely. Jeśli im się to uda, to zagrają w styczniowym turnieju kontynentalnym, którego gospodarzem będzie Turcja. Na igrzyskach zagra tylko zwycięzca turnieju eliminacyjnego w Izmirze.

Dlatego turniej prekwalifikacyjny w węgierskim Szombathely muszą wygrać. Na początek ich rywalami byli Duńczycy. Polacy szybko złapali rytm. Już po kilku piłkach było widać, że są lepsi od rywali. Utrzymywali kilkupunktową przewagę i dowieźli ją do końca seta.

W drugiej partii zaczęli już przypominać drużynę, która wygrała 14 meczów z rzędu w Lidze Światowej. Grali pewnie i skutecznie. Trzeci set miał być formalnością.

I był. Choć przez długi czas Duńczycy prowadzili dwoma, trzema punktami. Ale potem podopieczni Raula Lozano zaczęli grać jak z nut. Wygrali gładko 25:19 i cały mecz 3:0.

Mecz turnieju w Szombathely:
Polska - Dania 3:0
(25:21, 25:19, 25:19)
Polska: Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Wojciech Grzyb, Daniel Pliński i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Łukasz Żygadło, Grzegorz Szymański.