Jasne jest, że do polskiej ligi nie przyjdzie Ronaldinho ani żadna inna wielka gwiazda. Ale mimo to powinno być ciekawie. Ruch w interesie powinien być spory, a transferowa karuzela kręcić
się będzie szybko.
Tylko w pięciu zespołach nie należy spodziewać się wzmocnień, chyba że będą to zakupy wolnych lub bardzo niedrogich piłkarzy. Największym problemem jest oszacowanie możliwości
finansowych lidera - Wisły Kraków.
Właściciel Tele-Foniki Bogusław Cupiał przez pewien czas nie miał zamiaru dokładać do interesu i zakręcił kurek z kasą. Powoli odzyskiwał także dług, jaki Sportowa Spółka Akcyjna ma wobec jego firmy. Nie pojawiał się także ostatnio na meczach "Białej Gwiazdy", choć w poprzednich sezonach często zasiadał w loży honorowej.
Jednak odkąd drużynę objął Maciej Skorża, a wiślacy odzyskali pierwszeństwo w lidze, Cupiał i jego rodzina znów kibicują drużynie. I to właśnie potentat kablowy w zimie zadecyduje, czy będzie jakiś transferowy hit.
Największy rywal Wisły - Legia - przed sezonem zarobiła na transferach 20 milionów złotych. Jednak pieniądze nie będą przeznaczone na wzmocnienie zespołu: "Zamierzamy zainwestować w budowę stadionu" - wyjaśnia na łamach "Przeglądu Sportowego" dyrektor Legii Mirosław Trzeciak.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.