Dziennik Gazeta Prawana logo

PZPN murem za Eugeniuszem K.

19 grudnia 2007, 01:48
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Mówią na niego "prawa ręka Listkiewicza". Eugeniusz K. może iść siedzieć nawet na 10 lat, ale prezes PZPN jest przekonany o jego niewinności. "To człowiek uczciwy, do którego mam pełne zaufanie" - mówi DZIENNIKOWI o swoim podwładnym "Listek".


Właśnie wysiadłem z samolotu. Wracałem z klubowych mistrzostwa świata w Japonii. Leciałem w sumie 36 godzin. Na ostatnim odcinku trasy dostałem gazetę, w której K. bardzo rozsądnie wszystko tłumaczy.


Sprawa jest doskonale znana od dwóch lat. Wszyscy w związku o tym wiedzieli. Intencje K. były czyste, kierował się chęcią wspomożenia tych, u których GKS był zadłużony. Można się spierać, w jakiej kolejności powinny być oddawane pieniądze. Klubom, zawodnikom czy firmie windykacyjnej.


Czy prawo zostało złamane, to dopiero się przekonamy. Według polskiego kodeksu, dopóki wina nie zostanie udowodniona, człowiek jest niewinny. Tego się trzymam.


Oczywiście. To człowiek uczciwy, do którego mam pełne zaufanie. Być może popełnił błąd, ale to każdemu może się przecież zdarzyć. Eugeniusz K. może liczyć na pomoc prawną ze strony związku.


Nie wiem. Z tego, co się orientuję, zostało złożone w tej sprawie odwołanie i wcale nie jest pewne, że kaucja będzie konieczna. Poza tym ja w tej sprawie naprawdę mam niewiele do powiedzenia.


W ogóle ten temat nie był poruszany. Mogę jednak pochwalić się, że moja pozycja w FIFA nigdy nie była tak dobra jak teraz. Odebrałem szereg gratulacji i spotkałem się z wyrazami uznania.


Za konsekwencję, z jaką broniłem pryncypiów FIFA. Za to, że odparłem naciski polityczne i wygrałem całą tę sprawę w ministrem Lipcem.


Bez przesady. Nie zależy mi na medalach i nie o nie tu chodzi. FIFA jest szczególnie czuła na wykorzystywanie jej struktury do wszelkich działań politycznych. Broni swojej niezależności.


Od tego, aby ścigać przestępstwa, jest wymiar sprawiedliwości. Federacja wspiera natomiast program profesjonalizacji sędziów. I nie chodzi tu tylko o to, aby sędziowie przeszli na zawodowstwo. W Japonii uczestniczyłem w kursie, który pokazywał, jakie trendy obowiązują teraz w światowym sędziowaniu, jak poważnie podchodzi się do tego zajęcia. Jest tendencja, aby stwarzać arbitrom idealne warunki do treningów, wykorzystywać przy tym trenerów, lekarzy, psychologów, programy komputerowe. Zamierzam przenieść to na polski grunt. Zlecę zmiany szefowi sędziów Sławomirowi Stempniewskiemu.


Właśnie jestem umówiony z Leo na rozmowę. Przedstawi mi swój projekt, ale ostatecznych decyzji nie podejmę w tej chwili, bo lecę do Genewy na posiedzenie komisji UEFA.


W czwartek przyjdzie do PZPN na śledzika. Z tego, co mi opowiadał, to u niego w Holandii zupełnie inaczej obchodzi się święta. Idą do dobrej restauracji i tyle.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj