W centrali związku średnia wieku pracowników od początku 2005 roku spadła o 10 lat. "W kilku naszych wydziałach wynosi ona około 30 lat. Na przykład w Wydziale Funduszy Strukturalnych nie ma nikogo powyżej czterdziestki, pracują tam sami młodzi prawnicy. Wkrótce podobnie będzie w Wydziale Dyscypliny i Wydziale Gier" – twierdzi Listkiewicz. "Ciągle dostajemy CV od świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych. Wybieramy tylko najzdolniejszych, najlepiej ze znajomością dwóch języków. Część z nich oddelegujemy do organizacji Euro 2012, a część pozostanie w PZPN. Już teraz w naszym biurze w Warszawie to ja jestem najstarszy, a mam 54 lata." - mówi prezes związku.
Władze PZPN chciałyby także nieco odmłodzić stan osobowy związków wojewódzkich, w których aż roi się od doświadczonych i niekompetentnych działaczy. Stary i twardy PZPN-owski beton nie pasuje do nowej koncepcji młodego i prężnego związku. Dlatego zaczął przeszkadzać. "Nie mamy na to wpływu, kogo zatrudnia się na przykład na Mazurach, czy w Wielkopolsce. Możemy jednak rekomendować i doradzać" – uważa Listkiewicz. "Chciałbym także odmłodzić nieco nasz zarząd, ale nie mam takiej władzy. Szkoda, bo nie chcę, aby kojarzono nas z jakimiś starymi partyjniakami, których interesują tylko stołki. Młodzi mogą podreperować nasz wizerunek."
Związek zamierza nie tylko przeprowadzić widoczny lifting w kraju, ale także za granicą. Chce, aby specjalna polska delegacja (właśnie „młoda i prężna”) mogła przyglądać się „od kuchni” przygotowaniom do Euro 2008. W tym celu wysłano do Szwajcarskiej Federacji Piłkarskiej specjalny list.
"Szwajcarzy zgodzili się, aby nasi wysłannicy uczestniczyli w ostatnich tygodniach przygotowań do mistrzostw Europy oraz obserwowali z bliska sam turniej" – mówi nam przewodniczący Zespołu PZPN ds. Euro 2012 Adam Olkowicz. "Nauczyliby się zarządzać obiektami meczowymi, bazą hotelową, oswoiliby się ze wszystkimi problemami, jakie dla organizatorów wiążą się z otwarciem granic Unii Europejskiej. W przyszłości ta wiedza może okazać się bezcenna" - dodaje Olkowicz.
Po zakończeniu mistrzostw, związek wyśle swoich ludzi także do Austrii. W razie potrzeby można skorzystać również z doświadczeń Portugalczyków oraz Koreańczyków i Japończyków. Kogo oddeleguje PZPN na te zagraniczne staże? "Wyselekcjonujemy ludzi młodych i wykształconych, najlepiej przed trzydziestką. Mamy w czym wybierać" – twierdzi Listkiewicz.
Ci, którzy pojadą do Szwajcarii, będą musieli prawdopodobnie podpisać zaświadczenie, że pozostaną w PZPN przynajmniej do 2012 roku. Oficjalnie związek chce w ten sposób zabezpieczyć się na przyszłość, aby nie stracić cennych pracowników. Nie brak jednak takich, którzy twierdzą, że w ten sposób Listkiewicz zamierza wychować sobie rzeszę wiernych zwolenników.
"To bzdura" – zarzeka się prezes związku. "Po prostu nie stać nas na to, aby wysyłać ludzi na drogie szkolenie za granicę i usłyszeć po ich powrocie: „no, to była fajna wycieczka, ale odchodzimy. Chce nas prywatna firma”. Po to inwestujemy w młodych, aby ich doświadczenie przydało się w organizacji mistrzostw Europy za cztery lata. Ja chcę przez najbliższe lata pracować z młodymi, choć czasami czuję się przy nich głupio. Wstydzę się w ich obecności laptopa otworzyć. Jak zaczynam przy nim operować, to mówią, żebym nie robił sobie obciachu".
Praca w PZPN – w kontekście wszystkich afer związanych z polską piłką – rzadko przynosi chlubę, ale na razie związek musi organizować swoisty konkurs świadectw, ponieważ chętnych do pracy w centrali jest więcej niż miejsc. Magia Euro 2012 działa na młodych ludzi. "Problem w tym, że oni mogą traktować nasz związek tylko jako odskocznię do dużej kariery. W PZPN płacimy nieźle, ale i tak gorzej niż płaci się w prywatnych firmach" – uważa Listkiewicz. "My tu potrzebujemy ludzi nie tylko wykształconych, ale i żyjących piłką, którzy będą się orientować kto z kim wygrał w ostatniej kolejce. Do tej pracy trzeba czuć smykałkę. Takich ludzi – młodych, zorientowanych w piłce i zdecydowanych tu zostać na dłużej – wciąż nam brakuje" - narzeka Listkiewicz.