Mieliśmy małe przyjęcie w gymie. Mariola, żona Andrew, przyniosła tort. Zebrało się 20 zawodników i wszyscy odśpiewaliśmy mu "Happy Birthday". No, powiedzmy, że to był
śpiew.
Nie, ani słowa o boksie. Po prostu szczęścia w nowym roku. Pas mistrza zależy tylko od niego.
Biega rano albo wieczorem przez godzinę. Mieliśmy trzech sparingpartnerów podobnych do Mollo. W poniedziałek boksował 6 rund, w środę to samo. Kolejny sparing czeka go w sobotę. Tym razem
wieczorem, około 8, nawet 9, w czasie, kiedy będzie walka. Podnosił też ciężary, ale od tego tygodnia przestał. Wystarczy tej siły, teraz potrzeba mu świeżości. Ma za sobą ciężkie
treningi, razem 4,5-5 godzin dziennie.
Dobre, ale niech mu pan tego nie mówi. Spokojnie, Andrew jest jak wino - im starszy, tym lepszy.
Jestem pewien, że się przykłada jak nigdy wcześniej. Dla niego walka z Gołotą to życiowa szansa. Ciekawa sprawa - nie tylko znam Mollo, ale i jego trenera, Mike'a Garcię. Nie uwierzy pan, ale
trenowałem i jego. Dokładnie byłem jego współtrenerem przez całą karierę. Znam tych ludzi doskonale i wiem, czego się po nich spodziewać.
A skąd. To takie gadanie na użytek mediów. Jestem pewien, że rzuci się na Gołotę od początku. Tak, jak rzucał się na wszystkich swoich dotychczasowych rywali.
Sparrigpartner walczy z nim rundę, góra dwie. Zaraz potem do ringu wchodzi kolejny. Są szybcy, wypoczęci, atakują Gołotę non stop, nie dają mu złapać oddechu.
Nie. Miałem kiedyś takiego boksera z Meksyku, którego zacząłem trenować, jak był dzieciakiem. Kiedy skończył 21 lat, zrobiłem z niego zawodowca. Pracował dla mojej firmy i boksował dla
mnie. Kiedyś poleciał do Meksyku na wakacje. Po powrocie powiedział mi, że nie chce więcej trenować, bo boks to za ciężki sport.
Tak po prostu. Chodziło o dziewczyny, o zabawę. Wcześniej pilnie trenował, nie wiedział, co to zabawa. Kiedy jej popróbował, zdecydował, że to jest najważniejsze. A był nieprawdopodobnie
utalentowany.
Tak, ale tylko wtedy, jeżeli sam będzie wierzył w to, że może nim zostać.
O tak. Po to wrócił do gymu. Jest głodny. On chce mieć ten pas. Dlatego nie odchodzi na emeryturę.
Bez przesady, czterdziestka to nic złego, nawet w boksie. Każdy podaje przykład George'a Foremana, jest też Evander Holyfield czy Bernard Hopkins. Są starsi od Gołoty.
Ogromna. Kiedy był młody, ciągle mówił: "dobra, to już zrobiłem, co dalej?". Kipiał energią. Teraz wszystko odbywa się wolniej. Dokładnie wybieramy, co zrobić, żeby nie
zmęczyć mu mięśni. Zdarza się nawet, że nie kończymy ćwiczeń.
Tak, chociaż w domach odwiedzamy się jedynie przy okazji urodzin albo innych wydarzeń. Ale znam go doskonale. Np. wiem, że Gołota gotuje, przygotowuje śniadania dla całej rodziny. Często
rozmawiamy o dzieciach, bo jego są mniej więcej w tym samym wieku co moje. Teraz córka Andrew ma prawo jazdy i prowadzi samochód. Chyba jest w tym trochę szalona. Andrew pytał mnie, co bym
zrobił na jego miejscu, żeby dziewczyna jeździła spokojniej. Takie rozmowy tatusiów.
To musiało być w 1991 roku. Mariola zadzwoniła do mnie do Windy City Gym. Wtedy odbywał się chyba mecz USA - Polska. Powiedziała, że słyszała o mnie i chciałaby, żeby jej chłopak czy
mąż, nie pamiętam już, jak go nazwała, potrenował u mnie. I na drugi dzień przyszedł chłopak, taki wysoki i chudy, bo Andrew ważył wtedy z 95 kg.
Trochę mówił po angielsku. Nie za dużo, ale coś tam mówił. Ja jestem dobry w rozmowach z obcokrajowcami, bo sam nie pochodzę ze Stanów, tylko z Włoch, z Kalabrii. Do Ameryki przyjechałem z
rodzicami jako ośmioletni chłopak. Mój ojciec słabo mówi po angielsku, cały czas jestem jego tłumaczem. Tylko z polskim idzie mi słabo, zapamiętałem jedno, jedyne słowo: k...
Trochę, zanim zostałem postrzelony. Miałem 22 lata, dopiero co się ożeniłem. Ogradzałem nowy dom, żeby nasz pies nie uciekł. Musiałem ściąć drzewo, potem je wywieźć na odludzie. Tam
zaatakował mnie jakiś dzieciak, chciał pieniędzy. Powiedziałem, żeby spadał. Wyciągnął pistolet i postrzelił mnie w bok. Kula poszarpała mi wnętrzności i naruszyła kręgosłup. Nie
wyciągnięto jej do dziś. Kiedy upadłem, ten chłopak zabrał mi wszystkie pieniądze. Leżałem, aż przyszedł jakiś człowiek, wrzucił mnie na cieżarówkę i zawiózł do szpitala.
Wyciągnęli ze mnie wnętrzności, uporządkowali i wsadzili je z powrotem. Przez kilka miesięcy chodziłem o lasce. Pewnego dnia powiedziałem: "dosyć, nie chcę więcej widzieć tej
pie... laski". Do dziś czasami mam problemy z chodzeniem.
Kiedy muszę, krzyczę, proszę mi uwierzyć. Niech pan zapyta Gołotę, coś panu powie na ten temat. Zawsze powtarzam zawodnikom, żeby nie brali mojego spokoju za słabość. Według mnie krzyk i
bycie dupkiem nie popłaca, do niczego nie prowadzi. Traktuję ludzi tak, jak sam chcę być traktowany.
Kiedy Gołota był młodszy, jego lewy prosty był druzgocący. Uderzał z taka siłą, że można go było usłyszeć na zewnątrz gymu, idąc ulicą. Naprawdę. Wiedziałem, że Andrew jest w
gymie, zanim tam się znalazłem. W tych walkach strasznie pobił Bowe'a, ale nie pokazał wszystkiego, na co było go stać. No i obie przegrał przez dyswalifikację.
Andrew dołączył wtedy do obozu Duvy. Ale zanim trafił do Duvy, był moim zawodnikiem. Na 4 czy 5 tygodni przed walkami z Bowe'em, zanim wyjechał na obozy, trenował ze mną. Każdego dnia
zasuwaliśmy w gymie. Duva był w świetle reflektorów, ale czarna robota została wykonana przeze mnie - małego człowieka za plecami Gołoty.
Okazjonalnie piję piwo, ale najwyżej jedno. Kiedy Gołota zostanie mistrzem świata, na pewno się upiję. I to z przyjemnością.
Dokładnie. Boli mnie, że Andrew nie ma pasa, bo ten człowiek dał boksowi bardzo dużo. Proszę popatrzeć na wielu mistrzów. Przecież oni nie mają talentu Gołoty, nie mają na koncie takich
walk, nie wszyscy znają ich nazwiska. A mają pasy. To niesprawiedliwe, dlatego życzę Gołocie, by spełnił swoje i moje marzenie.