Andrzej Gołota: Bardziej wyzwanie. Zawsze trochę bałem się boksu. Myślałem o zdrowiu, zastanawiałem się, czy będę w stanie to robić. Jeszcze jak byłem dzieckiem i wszystkie szczeniaki zaczęły trenować, to jeden przyszedł potem z takim rozbitym, wielkim nosem, właściwie spłaszczonym. Każdy się tego bał. Boks od zawsze był dla mnie wyzwaniem.
Niestety, to wielka zadra.
Nie mam pojęcia. Mógłbym się długo zastanawiać, czy np. te z Bowe'em. Ale nie, wszystkie były ciężkie. Kawał czasu minął i nie chcę wybierać jednej. Na pewno boli to, że nie wygrałem żadnej o mistrzostwo świata. To jest ciekawe. Raz mi nie pozwolono, raz przegrałem, raz komuś pomogły czary. Nie mogę tego zrozumieć.
Kiedyś wydawało mi się, że w tym wieku nie będę mógł robić rzeczy, które robiłem wcześniej. Że stracę szybkość, werwę, zapał. Ale na razie tak nie jest.
Bardzo. Żona przyjechała do gymu z tortem. To była sobota, o niczym nie wiedziałem. Nie płakałem, ale było to trochę wzruszające.
Z moich dzieci.
Jest młody, pieniędzy szuka i chce wygrać. Sam, mój trener, więcej o nim wie, bo go trenował i obydwaj są "makaronami".
Ale co miałbym zrobić? Trzeba walczyć i w pierwszej, i w drugiej rundzie. A potem to skończyć.
Obym nie był przygotowany gorzej. Ale sprawa jest taka - McBride walczył kiedyś z Mollo i podszedł do tego nieprofesjonalnie. Skoro pokonał Mike'a Tysona, to pomyślał sobie, że jest mistrzem świata i z takim dzieciakiem jak Mollo łatwo wygra. I szybko przegrał, dostał zimny prysznic. Z kolei walkę ze mną potraktował jak ostatnią w życiu.
Nie, ale tylko dlatego, że nie mam kiedy, bo cały czas jest zimno. Skok z balonu jest cięższy niż z samolotu, przez pierwsze metry nie ma oporu powietrza, spada się w próżnię. Podobno dosyć dziwne uczucie.
Też nie. Musi się zrobić cieplej. Inaczej zamarznę.
A kiedy ja miałem tam iść? Nie miałem czasu, ciągle coś się dzieje. Australian Open też nie oglądam, przez boks nie byłem na ostatnim US Open. Ale na następne na pewno przyjadę do Nowego Jorku.
Boks to boks. Kibice wszędzie chcą emocji, dlatego dopingują. To jest piękne.
Mnie szokuje jedno - jak można tyle czasu gadać. Przecież na ostatniej konferencji mówił przez dwie godziny bez przerwy. Gęba mu się nie zamykała, nawet bez łyka wody. Niewiarygodne. Jestem dla niego pełen podziwu.
Nie będzie sensu dalej walczyć. Po co? Żeby co udowodnić? Przegram i znowu rozpocznę drogę po pas? Bez sensu. No, ale nie planuje porażki z Mollo.
Mogłoby tak być. Powinno, bo ten pas byłby ukoronowaniem mojej kariery.
A Bernard Hopkins? To mój wzór, zresztą nie tylko mój. Jest starszy ode mnie, a w jakiej formie. Hopkins pokazuje, że na nic nie jest jeszcze za późno.