Dziennik Gazeta Prawana logo

Radwańska: Na razie nie mam chłopaka

23 stycznia 2008, 23:45
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Treningi, turnieje, przeloty. Agnieszka Radwańska żyje ciągle na walizkach. Nasza najlepsza tenisistka, która awansowała do ćwierćfinału Australian Open, ma dużo zajęć. Jeszcze nie planuje życia osobistego. "Dlatego na razie nie mam chłopaka" - zdradza DZIENNIKOWI.


Poniosłam porażkę, ale mimo to jestem szczęśliwa. Dotarłam wyżej niż zwykle i pokonałam dwie rozstawione zawodniczki z Rosji.


Grałam z nią całkiem niedawno, chyba w zimie, i wtedy pokonałam ją w dwóch setach. Dzisiaj ona była lepsza, ja popełniłam kilka błędów. Miałam szanse, ale ich nie wykorzystałam. Może następnym razem się uda.


Trochę stresowałam się przed meczem. Ale na kort wyszłam już bez nerwów. Przecież nie miałam nic do stracenia. Starałam się grać najlepiej, jak umiem, ale to nie był mój dzień.


Grałam już na wielu kortach centralnych, chociażby na znacznie większym Artur Ashe Stadium w Nowym Jorku. W Melbourne moje mecze odbywały się na wszystkich trzech największych obiektach. Bardzo się cieszę, kiedy mam okazję do takiego występu. W przyszłym roku też chciałabym zagrać na centralnym korcie w Melbourne.


Po pierwsze muszę starać się grać bardziej agresywnie, zwłaszcza kiedy rywalka prezentuje tak wysoki poziom. Daniela nie tylko doskonale serwowała, ale także świetnie returnowała, wykorzystywała mój serwis.


To prawda. Grała bardzo długie piłki na linię końcową. Bardzo trudno było mi sobie z nimi poradzić. Sama próbowałam wszystkiego, cały czas walczyłam i w pierwszym, i w drugim secie. W skali od jednego do 10 swoją grę oceniłabym na 7. Gemy ciągnęły się jak z gumy, były długie gry na przewagi, ale ostatni punkt przeważnie należał do niej.


Nie potrzebuję tego. Wiem, co robiłam źle, wszystko dobrze pamiętam. To doświadczenie na pewno przyda mi się w kolejnych meczach.


Tę samą. Moim celem był awans do pierwszej 20 WTA i już prawie mi się to udało.

Dokąd wybiera się pani po wyjeździe z Australii?
Do Budapesztu, gdzie będę grała w Pucharze Federacji. Potem będzie Pattaya Open w Tajlandii - tam zagra także Urszula, bo dostałą dziką kartę do turnieju głównego. Następnie duże turnieje w Dubaju i Dausze. W sumie plan na ten sezon, który ułożyliśmy z ojcem, zawiera około 25 turniejów. Bardzo żałuję, że nie ma już w kalendarzu turnieju J&S Cup w Warszawie. Lubiłam grać w kraju.


Bardzo chciałabym, żeby moje sukcesy zwiększyły popularność tenisa w Polsce. Na razie niestety nie jest to u nas zbyt ważny sport. W Polsce panuje szaleństwo na punkcie piłki nożnej mimo kiepskich wyników i udowodnionej korupcji w tej dyscyplinie. Dziwi mnie, że każda gazeta codziennie poświęca wiele stron na piłkę, a o innych sportach pisze skrótowo. Niestety mam niewiele czasu na reklamowanie tenisa. Musiałam tylko jeździć od telewizji do telewizji i godzinami udzielać wywiadów. A przecież kiedyś trzeba grać, trenować, wyjeżdżać. Mam też swoje prywatne sprawy.


Na razie mam roczną przerwę. Ale nic mi nie ucieka, bo zaczęłam naukę w szkole rok wcześniej niż moi rówieśnicy. Media piszą o mojej maturze, bo to nie jest takie powszechne, że zawodowe tenisistki się uczą. Większość dziewczyn jeździ z turnieju na turniej i nie znajduje czasu na naukę. Uważam, że matura to mój wielki sukces. Naprawdę rzadko bywałam w szkole. Prosto z turnieju przyjechałam do Krakowa i zdawałam pięć egzaminów jeden po drugim. To chyba cud, że się udało.


Już wiem, że nie zdążę tego robić w zaplanowanym terminie. Ale mam nadzieję, że uda mi się w tym roku.


Pewnie, nie boję się kręcić nawet na tych najwyższych karuzelach. Za to Ula zawsze czeka na dole.


Podoba mi się tu, bo lubię wszystkie miejsca, gdzie jest ciepło i gdzie jest dostęp do morza, gdzie są plaże. Do tego upał w tym roku nam nie dokuczał. Turniej jak zwykle był świetnie zorganizowany. Jedynym niedociągnięciem było to, że zakwaterowali nas w hotelu, gdzie trwał remont. Codziennie od 7 rano ktoś niemiłosiernie hałasował młotem pneumatycznym. Wszystkie dziewczyny na to narzekały. A w Australii mam jeszcze nadzieję na fajne zakupy. Lubię przywozić sobie markowe ubrania z zagranicy, bo w Polsce przesadzają z cenami. Pamiątki z Australii kupiłam już przed rokiem. Mam bumerangi, pluszowe kangury i dużo innych rzeczy, które nawet nie wiem, do czego służą.


Chyba nie. Z tenisistą ciężko byłoby mi wytrzymać. Komuś innemu ze mną też przy moim trybie życia. Dlatego na razie nie mam chłopaka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj