Dziennik Gazeta Prawana logo

Fibak: Dziwię się Federerowi

30 stycznia 2008, 00:24
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Męski finał Australian Open, Djoković - Tsonga wielu uznało za sensację. Wielu, ale nie Wojciech Fibak. Legenda polskiego tenisa już po meczach pierwszej rundy czuł, że to właśnie jeden z tej dwójki triumfuje w Melbourne - pisze DZIENNIK.

Sprawdziły się wszystkie moje prognozy z wyjątkiem jednej. Typowałem Andy'ego Murraya na finał. Kiedy przegrał już w pierwszej ruddzie z Jo-Wilfriedem Tsongą, wiedziałem, że Francuz będzie w finale. Przewidywałem, że Nadal dostanie tęgie lanie - tego także dokonał Tsonga. Pisałem o wyższości piłek prosto bitych nad liftowanymi, właśnie to ilustrował ten ostatni mecz. Tak wygrywała Hantuchova, Szarapowa, Ivanović i Novak Djoković. A z naszego podwórka - Agnieszka Radwańska z Kuzniecową. Kiedy zobaczyłem losowanie Marty Domachowskiej, przewidziałem, że zajdzie daleko. A styl, w jakim Szarapowa pokonała Davenport, przekonał mnie, że ona wygra cały turniej.

On i Ana Ivanović w finale to oczywiście wielki triumf Serbii. Mały kraj z problemami ekonomicznymi i politycznymi stał się potęgą w światowym sporcie. Djoković jest sprytny. Gra mocno jak Berdych czy Blake, ale ci dwa próbują wygrywać z Federerem tylko siłą, a tak się nie da. Djoković wykorzystuje swoją inteligencję. Pomogło mu doświadczenie z finału US Open, kiedy miał kilka piłek setowych. Federer wygrał wtedy w 3 setach, ale spotkanie było bardzo wyrównane. Jedyna słabość Djokovicia to brak wytrzymałości. W przeszłości wiele meczów poddał ze względu na upały, urazy itp. Dziwię się, że Federer nie wpadł na pomysł, aby tę słabość wykorzystać, przedłużyć półfinał do pięciu setów. Popełnił tu błąd techniczny. To chyba efekt braku wsparcia trenera. A co widzimy u Djokovicia? W pierwszych rzędach jego urocza, niezwykle medialna rodzina, a za nimi skromnie siedzi Marian Vajda. To samo u Tsongi. Ojciec, bardzo żywiołowy były piłkarz ręczny z Konga, dziś już gwiazda we Francji. A w drugim rzędzie siedzi trener Winogradsky. Te obrazki powinni sobie wziąć do serca także Radwańscy. Rodzina nic na tym nie traci, a tenisista zyskuje profesjonalne spojrzenie, myśl taktyczną.

To zabrzmiało jak cytat z Connorsa, McEnroe, Lendla czy Beckera. To byli wielcy mistrzowie, ale i wielcy egocentrycy, ludzie trudni w kontakcie. Zawsze stawiałem ich w kontraście do dzisiejszych mistrzów, uśmiechniętych, otwartych, dobrze wychowanych. Ale okazuje się, że wystarczy jedna trudna sytuacja i nawet taki anioł jak Federer pokazuje rogi. A co by było, gdyby dziś konkurencja na szczycie była równie zaciekła jak wtedy? Gdyby Federer miał na głowie takich rywali jak Edberg, Agassi czy Sampras? Swoją drogą Federera bardzo dotknęła sromotna porażka w trzech setach. Obrazu dopełniła jeszcze buta Djokovicia, który jest przemiły, ale bardzo w siebie wierzy, demonstrując to na granicy arogancji. Już w trakcie turnieju sugerował, że tenisiści przestali się bać Federera. Szwajcar musiał odpowiadać na pytania dziennikarza, czy to prawda.

Mnie nie oszuka. Nawet jeśli wyjechał do Bazylei, to na pewno siedział przed telewizorem. Tam samo było z Lendlem. Kiedy przegrał, krzyczał, że turniej go nie interesuje, wsiadał w porsche i jechał do swoich psów. A kiedy tylko drzwi się za nim zatrzasnęły, siedział przed telewizorem i oglądał mecz swoich rywali.

Triumf Djokovicia otwiera sezon bardzo niekorzystnie dla Federera. Serb wygrał wysoko punktowany turniej. Kolejna równie ważna impreza - Roland Garros - to też nie jest terytorium Szwajcara. Dystans, jaki w rankingu dzieli go od reszty zawodników, może się zmniejszyć, a nawet ktoś może Federera przegonić. Teraz będzie nad nim wisiało już nie tylko widmo Nadala. Tylko na trawie Federer nie będzie musiał obawiać się Djokovicia, ale tu znów groźny będzie Tsonga. Nadchodzą młodzi. Może u nas też się ta tendencja sprawdzi. W pierwszej rundzie challengera we Wrocławiu młodziutki Jerzy Janowicz zagra przeciwko Nicolasowi Mahutowi, wyjątkowo groźnemu w hali. To świetna okazja zaistnienia dla naszego juniora. Niestety muszę tu coś wypomnieć Michałowi Przysiężnemu. Jak to się dzieje, że w momencie, kiedy Polska po raz pierwszy od 20 lat ma walczyć o grupę światową Pucharu Davisa, jeden z najlepszych tenisistów operuje sobie kolano? To kolejna fatalna decyzja w karierze Michała.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj