Kibice z niesmakiem przełykają co i rusz gorzkie pigułki w postaci informacji o tym, że któryś ze znanych sportowców został złapany na dopingu. Ale sami sportowcy mają już dość wyrywkowych kontroli. Najlepszy alpejczyk świata Bode Miller twierdzi, że kontrole antydopingowe gwałcą jego prawa. "To, co się z nami wyczynia, jest obrzydliwe" - mówi.
Amerykanin uważa, że kontrole antydopingowe są po prostu nieznośne. "Codziennie musimy być dyspozycyjni przez godzinę, poinformować komisję antydopingową, gdzie będziemy, i zagwarantować naszą obecność, na wypadek, gdyby chcieli nas sprawdzić" - tłumaczy Miller.
Narciarz podkreśla, że nigdy nie stosował dopingu. "Ale niejednokrotnie zdarzało mi się startować na ciężkim kacu po całonocnych pijatykach" - dodaje niespodziewanie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl