Dziennik Gazeta Prawana logo

Niegrzeczny gwiazdor wraca do łask

16 lutego 2010, 21:39
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Bode Miller, jeden z najlepszych alpejczyków świata, spędził ostatnie lato, kontemplując odejście na emeryturę. Miał za sobą burzliwe rozstanie z reprezentacją USA i pierwszy od lat sezon bez zwycięstwa w Pucharze Świata. Na szczęście stwierdził, że ma jeszcze coś do załatwienia na stoku. Wrócił do ekipy i... wrócił na podium.

W poniedziałek zdobył brązowy medal w olimpijskim zjeździe, tracąc zaledwie osiem setnych sekundy do niespodziewanego zwycięzcy, Szwajcara Didiera Degafo.

To znów jest czas Millera, ale dla odmiany tym razem nie ma nic wspólnego z piwem napisano nie bez cienia złośliwości w Vancouver Sun.

Dla niego zawsze najbardziej liczyła się motywacja. Wypadał lepiej, kiedy uważał, że ma coś do udowodnienia mówił Thomas Vonn, mąż Lindsay, drugiej największej gwiazdy w amerykańskiej ekipy. Był w niej też, kiedy Miller wywalczył jedyne trofea olimpijskie przed Vancouver srebrne medale w slalomie gigancie i kombinacji w Salt Lake City.

Co ma jeszcze do udowodnienia Bode Miller? To chłopiec wychowany przez rodziców hippisów w domu na leśnym odludziu bez elektryczności i toalety, który został jedną z największych postaci amerykańskiego sportu. I jedną z najbardziej kontrowersyjnych. Być może chciał pokazać, że opinia enfant terrible nie mówi o nim całej prawdy. A może chciał przekonać sam siebie, że jeszcze umie cieszyć się z walki o najwyższą stawkę w karierze sportowca.

Po ostatnich igrzyskach w Turynie nie był tego pewien. Pojechał tam jako gwiazda, najlepszy narciarz na świecie, jeden z nielicznych w historii ze zwycięstwami we wszystkich pięciu konkurencjach PŚ. To miały być jego igrzyska okazało się, że na stoku stać go jedynie na profesjonalizm. Byłem gotowy, żeby wygrywać, ale nie angażowałem się emocjonalnie w zawody. To było zimne, kliniczne realizowanie planu mówił Miller.

W stanie znudzenia i apatii nawet on nie był w stanie zdobywać medali. W Turynie marnował kolejne szanse. Potem w barach i nocnych klubach szukał emocji, za to tracił profesjonalizm. W popularnym talk show przyznał, że w jednych zawodach wystartował jeszcze pijany po imprezie.

>>>Czytaj dalej>>>

Rok po igrzyskach w Turynie reprezentacja USA uchwaliła nowy regulamin zachowania zawodników. Nie trudno się domyślić, że chodziło o utemperowanie Millera. W efekcie Bode z hukiem opuścił ekipę narodową. Przez dwa sezony jeździł na Puchar Świata z własną niezależną ekipą. W tym czasie poczuł się ojcem swojej wcześniej nieuznawanej dwuletniej córki. Postarzał się trochę, a może właśnie dojrzał.

Od października znów zaczął trenować i jest członkiem reprezentacji USA. Wszystko dlatego, że w wieku 32 lat zapragnął jeszcze raz poczuć igrzyska. Bardzo dokładnie opisał to uczucie: Z nerwów masz dreszcze, trochę się boisz, ale pozytywne myśli przeważają. Kiedy myślisz o rywalizacji na igrzyskach, emocjonalnie wpadasz ze skrajności w skrajność. Poddajesz się temu, wszystko się w tobie zbiera. Wtedy wychodzisz na start i dajesz z siebie wszystko.

I od pierwszego startu wszystko jest inaczej niż w Turynie. Tam realizowałem plan. A tu nawet nie wiedziałem, jaki jest plan mówił Miller po poniedziałkowym zjeździe.

Głośno zapowiadał walkę o medale we wszystkich pięciu konkurencjach alpejskich, dziś ma już za sobą superkombinację (zakończyła się po zamknięciu tego wydania gazety). Można iść o zakład, że z ewentualnych nieplanowanych medali będzie bardziej dumny niż ze swoich 32 zwycięstw w PŚ.

Ten amerykański rekord goni Lindsey Vonn (na razie ma 31). To chyba jedyna osoba, która cieszy się ze złej pogody w Vancouver. Zakochanych w Lindsey rodaków zmroziła informacja, że stłuczona goleń może nawet wyeliminować ją ze startu kilka dnia opóźnienia bardzo się przydały. W poniedziałek wygrała trening przed dzisiejszym zjazdem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj