Tomasz Adamek: Czułem, że wygrałem po tych nokdaunach, ale to przecież sędziowie decydują. Byłem jednak spokojny. Przyszedł do mnie przed walką polski ksiądz i powiedział, że miał sen, w
którym wygrałem. Wiedziałem, że zwyciężę.
To już starszy facet. Ale szanuję go za to, co zrobił w boksie. Ja mam swoje życie, swoich promotorów i moja kariera toczy się dalej. Jestem mistrzem świata w nowej federacji, w nowej wadze.
To najważniejsze.
>>>Tak Adamek zlał Cunninghama. Zobacz wideo
Gdy Steve padał, myślałem, że będzie po walce. Ale wstawał, więc brałem się dalej do roboty, chciałem go wykończyć. Ładnie uderzałem: lewy-prawy, sierpowe. Trochę też przyjąłem, ale
przecież inaczej się nie da. W narożniku trener Gmitruk powtarzał jedno: blokuj prawą i z bloku bij. Cały czas byliśmy spokojni. Mam twardą szczękę, a żeby przewrócić Adamka, trzeba
naprawdę kopnąć.
Może spróbuję sił w wadze ciężkiej, może będę dalej bronił pasa, albo zdobywał kolejne. Na razie cieszę się z tego co mam. Obiecałem kibicom kilka miesięcy temu, że będę mistrzem i
oto nim jestem!
>>>Tomasz Adamek nowym mistrzem świata
Wyjeżdżamy z Ziggym Rozalskim na narty do Lake Placid. Poza tym, wygrałem z nim zakład .Powiedział, że jeśli wygram, zapłaci za hotel. Od razu powiedziałem mu, że będzie stawiał. Trochę
go to będzie kosztować, bo hotel jest naprawdę z najwyższej półki (śmiech). A później do roboty! W marcu chciałbym znowu walczyć.