Fonfara po raz drugi w karierze walczył o tytuł czempiona. Trzy lata temu przegrał także ze Stevensonem, ale wówczas na punkty. Stawką był ten sam pas federacji WBC.
Tym razem Polak zapowiadał, że jest zdecydowanie lepszym pięściarzem i odbierze trofeum Kanadyjczykowi. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna, a po niespełna czterech minutach znów to ręka Stevensona powędrowała w górę...
- powiedział zaraz po ogłoszeniu werdyktu pochodzący z Haiti czempion WBC. Wcześniej mówił, że zawsze wchodzi do ringu po nokaut. I to się sprawdziło w niedzielę nad ranem czasu polskiego.
Już w pierwszej rundzie rewanżu Fonfara znalazł się na deskach. Zdołał dotrwać do gongu, ale w następnym starciu został zasypany gradem ciosów, a trener polskiego zawodnika Virgil Hunter zdecydowanym gestem zadecydował o przerwaniu walki.
- dodał Stevenson.
Mieszkający na stałe w Stanach Zjednoczonych Fonfara był przekonany, że tym razem wyjdzie zwycięsko z konfrontacji z Kanadyjczykiem. Nie miał jednak żadnych szans i nie został piątym polskim mistrzem świata zawodowców, po Dariuszu Michalczewskim, Krzysztofie Włodarczyku, Tomaszu Adamku i Krzysztofie Głowackim.
- ocenił Fonfara.
- dodał Hunter.
W zawodowej karierze pięściarskiej 29-letni Polak ma na koncie 29 zwycięstw i pięć porażek. Dziesięć lat starszy Stevenson legitymuje się rekordem 29-1. Tytuł mistrza świata obronił już po raz ósmy.
Na tej samej gali Kolumbijczyk Eleider Alvarez (23-0) wygrał niejednogłośnie na punkty z innym Kanadyjczykiem urodzonym na Haiti Jeanem Pascalem (31-5-1). Boksowali o miano oficjalnego pretendenta do walki o mistrzostwo świata WBC w kategorii półciężkiej. Wkrótce niepokonany Alvarez (pół roku temu przegrał z nim Norbert Dąbrowski) spotka się ze Stevensonem.