Niewielu stawiało na Kimiego Raikkonena. Mimo to Fin wygrał Grand Prix Brazylii i wobec 7. miejsca Lewisa Hamiltona został mistrzem świata. Kierowca Ferrari od początku wierzył w swój zespół. "Nie poddaliśmy się. Udało się zmniejszyć naszą stratę do najlepszych i ostatecznie wygrać dwa mistrzostwa" - powiedział Raikkonen.
Fin nie jest zbyt wylewny. Nie skakał ze szczęścia po zdobyciu mistrzostwa. Po prostu raz się uśmiechnął i tyle. "To był dobry start, jechałem bok w bok z Felipe, ale nie chcieliśmy walczyć ze sobą za ostro. Główną kwestią było wyprzedzenie Hamiltona, potem - kiedy wypadł z toru - pomyślałem, że teraz jest nasza szansa. Mieliśmy dobrą szybkość, jechaliśmy spokojnie, moglibyśmy jechać szybciej, gdyby była taka potrzeba" - powiedział bez większych emocji.
"Nie byłem pewien wygranej na 100% na ostatnich okrążeniach, kiedy Lewis był na siódmej pozycji. Zawsze ktoś przed nim mógł po prostu zatrzymać się. Czekałem na linię mety, trwało to strasznie długo, aż usłyszałem, że wygrałem" - wyjaśnił nowy mistrz świata Formuły 1.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl