Dziennik Gazeta Prawana logo

Bez oszczędzania pasażerów i opon

19 lipca 2008, 02:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wieczór na torze Hockenheim upłynął pod znakiem pisku opon i zapachu "palonej" gumy. Kierowcy wyścigowi wozili po trasie gości swoich teamów, przyjaciół oraz zwycięzców różnych konkursu. Także DZIENNIKOWI udało się wślizgnąć do sportowego BMW M3. Za kierownicą zasiadł Robert Kubica.

"Zapnij pas" - rzucił na powitanie. Kiedy tylko dało się słyszeć charakterystyczne kliknięcie, zostałem gwałtownie wciśnięty w oparcie. Poczułem na swoim ciele wszystkie 420 koni mechanicznych, jakimi może poszczycić się czterolitrowy silnik sportowego M3. Kubica ruszył z piskiem, zanim zdążyłem się zorientować pędziliśmy po prostej startowej. Hamowanie przed pierwszym zakrętem opóźnił do granic możliwości. Moje ciało w ułamku sekundy zerwało się z fotela, aby zawisnąć na naprężonych pasach bezpieczeństwa. Robert zręcznie zarzucił tyłem auta, aby bardzo szybki łuk przejechać pół-poślizgiem i zabrał się za wyprzedzanie Hondy Civic Type-R. Nie miała szans! - czytamy w DZIENNIKU

Polak "usiadł" rywalowi na zderzaku i kiedy wydało się, że zderzenie jest już nieuniknione, wystawił swoje BMW na wewnętrzną stronę toru. Hamując do prawego, wolnego wirażu, znów podjechał poślizgiem (widok z jadącej za nami Hondy musiał być spektakularny). Potem rozpędził się na głównej prostej. Kolejne hamowanie Kubica rozpoczął 200 metrów przed ciasnym nawrotem, kiedy na „zegarze” mieliśmy 240 km/h. "W bolidzie hamujemy tutaj" - powiedział wskazując tablicę oznaczającą odcinek 100 metrów do zakrętu. Tyle, że wtedy jedziemy z 315 km/h!

Zawrotna prędkość nie robiła na nim żadnego wrażenia. Wyraźnie dawał do zrozumienia, że sportowe BMW ma się do bolidu Formuły 1 jak hulajnoga do japońskiego ścigacza.

"Może jeszcze porzucamy tyłem?" - zaproponowałem. Roberta nie trzeba było namawiać. Następny, ciasny lewy zakręt wziął już niemal bokiem. Tył samochodu wyjechał poza obręb jezdni, ale Kubica bez problemy wyprowadził go z poślizgu. Tylko w środku poczułem zapach spalonej gumy.

"Muszę oszczędzić opony na potem" - powiedział po chwili Kubica, ale zapomniał o tej obietnicy na ostatnim, krętym fragmencie toru. Nie oszczędzał ani auta, ani pasażerów. Ciągle w poślizgu odbił na pas serwisowy i wreszcie się zatrzymał. Próbowałem wysiąść, ale na miękkich kolanach czynność ta okazała się dość trudna. W myślach dziękowałem opatrzności, że nie zdążyłem jeszcze zjeść obiadu...

Z daleka patrzyłem potem jak Robert wozi kolejnych pasażerów. Słychać go było z daleka, jego opony piszczały najgłośniej, wokół jego samochodu było najwięcej dymu. "On jest najbardziej szalony ze wszystkich! Widać, że dobrze się bawi" - skomentował z uśmiechem niemiecki fotoreporter. Kilka sekund potem z zakrętu wypadł Kubica, wykręcając efektowny piruet.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj