Polak grał 35 minut, trafił siedem z 12 rzutów z gry, zebrał cztery piłki w obronie i siedem w ataku, miał także asystę, trzy straty i jeden faul.

Reklama

Najwięcej punktów dla jego zespołu zdobyli Luis Scola - 24 (także siedem zbiórek), Michael Beasley - 22, a Goran Dragic uzyskał 12 pkt i osiem asyst.

Najskuteczniejsi w drużynie Orlando byli J.J. Redick - 24, Glen Davis i Arron Afflalo - po 22 oraz Nikola Vucevic - 18 i 13 zbiórek.

Statystyki Gortata nie odbiegają od jego osiągnięć w tym sezonie. Cztery bloki, w tym trzy na czołowym strzelcu rywali Davisie, pozwalają mu utrzymać się w tym elemencie gry na samym szczycie ligowej klasyfikacji. Liczbą zbiórek w ataku wyrównał rekord kariery, ale też pozwolił, by 22-letni środkowy z Czarnogóry Vucevic, rozgrywający dopiero drugi mecz w NBA, ogrywał go pod tablicami i miał lepsze osiągnięcia.

Mecz w hali Amway Center miał dla 28-letniego Polaka specjalne znaczenie. Wrócił przecież tam, gdzie rozpoczynał karierę w NBA. W drużynie Magic grał trzy sezony z kawałkiem, m.in. w finale przeciwko Los Angeles Lakers w 2009 roku. Na Florydzie bywa zresztą częściej, bo w Orlando ma dom, w niedalekim sąsiedztwie posiadłości golfisty Tigera Woodsa.

Tym razem był to w dodatku inny powrót niż poprzednio. W składzie Magic nie ma już przede wszystkim ich największego gwiazdora i mentora Gortata w pierwszych latach w lidze, środkowego Dwighta Howarda, który latem przeniósł się do LA Lakers. Pod jego nieobecność powinno być łatwiej wykazać się pod obydwiema tablicami.

Z zawodników Magic, wspólnie z którymi Polak walczył trzy i pół roku temu o mistrzowskie pierścienie, w zespole są dziś tylko Redick, Jameer Nelson i Hedo Turkoglu. Dwaj ostatni w niedzielę nie mogli wystąpić z powodu kontuzji, co było sporym osłabieniem gospodarzy.

Wydawało się, że Suns tę sytuację wykorzystają. Prowadzili od początku spotkania. Gortat miał swój udział w budowaniu przewagi w pierwszej kwarcie, gdy m.in. po jego kolejnych rzutach spod kosza, gdy otrzymał idealnie podania od Dragica i Scoli, drużyna prowadziła 22:15.

Reklama

Pierwsza kwarta zakończyła się przy prowadzeniu Suns 33:26, po czym oczekiwanie na drugą niespodziewanie się wydłużyło. Popisujący się wsadami do kosza akrobata w stroju żołnierza zerwał siatkę z obręczy przy jednej z nieudanych prób i zakładanie nowej zajęło organizatorom aż 13 minut.

Nadprogramowa przerwa nie wybiła z rytmu graczy Phoenix. W drugiej kwarcie, w której Gortat odpoczywał przez ponad 10 minut, powiększyli przewagę do dziesięciu punktów i nic nie zapowiadało kłopotów po przerwie.

Tymczasem w trzeciej kwarcie od stanu 68:54 po czterech minutach gry, w kolejnych ośmiu goście zdobyli tylko osiem punktów, tracąc aż 32. Rozpoczynając czwartą, przegrywali 76:86 i już nie zbliżyli się do rywali.

Chaotyczne, indywidualne akcje poszczególnych koszykarzy Phoenix nie przynosiły efektów, a rywalom udawało się niemal wszystko. Gortat na odważniejsze i skuteczne rzuty zdobył się w ostatnich pięciu minutach, gdy zdobył sześć ze swoich 14 pkt. Magic prowadzili już wtedy kilkunastoma punktami.

Kolejnym rywalem Suns w wyjazdowej serii na wschodnim wybrzeżu będą w poniedziałek aktualni mistrzowie NBA Miami Heat i w środę Charlotte Bobcats. Ponownie we własnej hali koszykarze Phoenix wystąpią w piątek 9 listopada przeciwko Cleveland Cavaliers.