W poprzedniej rundzie "Kawalerzyści" łatwo wyeliminowali najlepszy zespół Wschodu w sezonie zasadniczym Toronto Raptors 4-0, a James zdobywał w tej serii średnio 34,3 pkt. W niedzielę w Bostonie miał jednak słaby dzień.
Pilnowany przez muskularnego Marcusa Morrisa, który już przed meczem zapowiadał, że przeciwko trzykrotnemu mistrzowi NBA będzie grał bez żadnych kompleksów, zdobył tylko 15 punktów. W dodatku przy fatalnej skuteczności - trafił sześć z 15 rzutów z gry, w tym żadnego z pięciu za trzy punkty.
- przyznał gwiazdor Cavaliers.
Już w pierwszej fazie meczu gospodarze zdobyli 14 punktów, nie tracąc żadnego. Po pierwszej kwarcie prowadzili jeszcze wyżej (36:18). Do przerwy, mimo nieobecności na parkiecie kontuzjowanego reżysera gry Kyriego Irvinga, przewaga wzrosła do 26 punktów (61:35). W trzeciej kwarcie goście zdołali zmniejszyć straty do 14, ale nie byli w stanie odwrócić losów spotkania.
W ekipie "Celtów" Morris zakończył mecz z double-double: 21 pkt i 10 zbiórek, Al Horford dodał 20 pkt, a 21-letni Brown i o rok młodszy Jason Tatum - odpowiednio 23 (także 8 asyst) i 16.
James, który mecz kończył na ławce rezerwowych Cavaliers, nie miał wsparcia kolegów z drużyny. Z pierwszej piątki tylko Kevin Love uzyskał dwucyfrową zdobycz punktową - 17. Pozostała trójka (J.R. Smith, Kyle Korver, George Hill) zdobyła łącznie 14 pkt.
- ocenił.
Trener Celtics Brad Stevens chwalił po meczu swoich podopiecznych.
- podkreślił.
Rywalizacja w finale konferencji trwa do czterech zwycięstw. Drugi mecz tych zespołów odbędzie się we wtorek, również w Bostonie.