Polski środkowy tym razem był rezerwowym. Na parkiecie łącznie przebywał tylko siedem minut. Trafił jeden z dwóch rzutów z gry i jeden z dwóch wolnych. Jego dorobek uzupełniają dwie zbiórki i asysta.

Clippers do meczu przystąpili po pięciu porażkach z rzędu. Tym razem od początku grali bardzo dobrze i w drugiej kwarcie osiągnęli 19-punktowe prowadzenie. Później rywale kilkukrotnie zmniejszali stratę, ale na więcej nie było ich stać.

Gości do triumfu poprowadził Tobias Harris. Zdobył 27 punktów, a także miał po dziewięć asyst oraz zbiórek. Nie przeszkodził im brak kontuzjowanych Włocha Danilo Gallinariego i Lou Williamsa.

"Od początku graliśmy bardzo fizycznie. Każdy z nas dawał z siebie coś ekstra. To była dobra zespołowa gra, która musiała zakończyć się zwycięstwem" - podkreślił Harris.

Wśród pokonanych na wyróżnienie zasługuje LaMarcus Aldridge - 30 pkt i 14 zbiórek. Słabszy dzień miał natomiast DeMar DeRozan, który trafił tylko cztery z 16 rzutów z gry i spotkanie zakończył z ośmioma punktami. W dodatku Spurs popełnili aż 18 strat (Clippers 11).

"Clippers przewyższali nas w wielu aspektach, a w dodatku my graliśmy wyjątkowo niechlujnie. To naprawdę bardzo zła kombinacja" - przyznał trener Spurs Gregg Popovich.

Koszykarze z "Miasta Aniołów" mają bilans 25 zwycięstw i 21 porażek. Kolejne spotkanie rozegrają we wtorek - na wyjeździe zmierzą się z Dallas Mavericks (20-25).

W dwóch pozostałych niedzielnych meczach górą byli gospodarze. Indiana Pacers wygrali z Charlotte Hornets 120:95, a Minnesota Timberwolves z Phoenix Suns 116:114.