Dziennik Gazeta Prawana logo

Michał Haratyk: W tym roku nie było na mnie mocnych

21 października 2018, 16:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Michał Haratyk
Michał Haratyk/Newspix
Michał Haratyk nie ma nic przeciwko temu, aby najbliższy sezon był dla niego tak udany jak poprzedni. „W tym roku nie było na mnie mocnych. Wszystko ułożyło się książkowo - dobrze i bez kontuzji przepracowałem sezon” - przyznał mistrz Europy w pchnięciu kulą.

„Muszę przyznać, że to był mimo wszystko dziwny sezon. Miałem najlepszy wynik w Europie, nikogo za mną nie było i w ogóle się nie stresowałem. Wszystko ułożyło się książkowo, bo cały okres przygotowawczy bardzo dobrze przepracowałem. Obyło się także bez kontuzji. Zrobiłem swoje i w tym roku nie było na mnie mocnych. Okazałem się najlepszy na Starym Kontynencie i z Europejczykiem przegrałem dopiero po mistrzostwach w Berlinie, na zawodach Diamentowej Ligi” – przyznał Haratyk.

Kulomiot Sprintu Bielsko-Biała zdaje sobie jednak sprawę, że wynik, który zapewnił mu w sierpniu złoty medal na mistrzostwach Europy (21,71, jego rekord życiowy i Polski wynosi 22,08), może już nie wystarczyć w rywalizacji w październiku 2019 roku w Dausze podczas czempionatu globu i za dwa lata na igrzyskach olimpijskich w Tokio.

„Te imprezy są ważniejsze niż mistrzostwa Europy i chciałbym także na nich stanąć na podium. Aby tak się stało, muszę poprawić swój rekord życiowy. Mam wynik powyżej 22 metrów, ale cały świat pcha ponad tę granicę. W tym roku legitymowałem się czwartym rezultatem i jeśli ta hierarchia by się utrzymała, zająłbym czwarte miejsce, a to przecież najgorsza opcja dla sportowca” – stwierdził.

Haratyk zapewnia, że wchodzi w najlepszy okres dla kulomiota.

„Mam 26 lat, a statystycznie w konkurencjach rzutowych mężczyźni najlepsze wyniki osiągają w przedziale 27-29 lat. Dlatego cieszę się, że zacząłem ostatnio dalej pchać, bo to optymistycznie rokuje. Jest nadzieja na kolejny progres i mam nadzieję, że najbliższy sezon przepracuję tak dobrze jak ostatni” – powiedział.

Najlepszy kulomiot Europy nie ukrywa, że lubi ciężką pracę, ale dwa poprzednie tygodnie spędził na wczasach na Zanzibarze, gdzie oddał się słodkiemu lenistwu.

„Kiedy mam wakacje, nie jestem specjalnie aktywny. Lubię w tym czasie poleżeć i odpocząć, aby wszystko ze mnie zeszło. I ta wyspa na Oceanie Indyjskim znakomicie się do tego nadaje. Jedynym mankamentem jest to, że kiedy wieje, kokosy spadają z palm i trzeba uważać, aby nie dostać w głowę. Powoli jednak szykuję się do wznowienia treningów. 12 listopada rozpoczynam zgrupowanie w Zakopanem, podczas którego popracuję na siłowni i pochodzę po górach. Zimą, podobnie jak poprzednio, gros czasu spędzę jednak w Spale” - podsumował Haratyk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj