Święty-Ersetic to mistrzyni Europy i przyjeżdżając do Dauhy mówiła, że jej marzeniem jest awans do finału. To się już spełniło, ale Polka pozostaje realistką i wie, że o medal będzie trudno nawiązać walkę, bo rywalki biegają poniżej 50 sekund. Ona w eliminacjach miała czas 50,96.
"" - podkreśliła.
Na razie jeszcze dużego zmęczenia nie czuła, ale wiedziała, że to przyjdzie, jak położy się do łóżka. Z emocji będzie miała - jak powiedziała - trudności z zaśnięciem.
"" - uspokoiła.
Święty-Ersetic, która legitymuje się rekordem życiowym 50,41, uważa, że właśnie teraz nadchodzi ich czas - jej i Baumgart-Witan. "" - obiecała.
Patrząc na listy startowe trudno było przypuszczać, żeby Polkom udało się awansować do czołowej ósemki świata.
"" - podkreśliła.
Awans dwóch Polek do indywidualnego finału oznacza, że jedna z nich będzie musiała pobiec także w eliminacjach sztafety. Do dyspozycji trenera Aleksandra Matusińskiego pozostają bowiem Anna Kiełbasińska, Patrycja Wyciszkiewicz i Małgorzata Hołub-Kowalik. Zgłoszona do sztafety jest też Aleksandra Gaworska, ale nabawiła się na zgrupowaniu w Belek kontuzji i nie jest w stanie pobiec.
"" - powiedziała Święty-Ersetic.
Ona na razie nie liczy na nic więcej. W finale chciałaby poprawić rekord życiowy, ale nie wie, czy będzie w stanie, bo ma w nogach już trzy biegi.
"" - obiecała.
Na razie nie myśli też o zmęczeniu, które może odczuwać później. Ona ma już w nogach trzy biegi - w finale sztafety mieszanej 4x400 m (piąte miejsce), w eliminacjach i półfinale indywidualnej rywalizacji.
"" - powiedziała.
Finał 400 m zaplanowany jest w Dausze na czwartek. Impreza potrwa do niedzieli, a Polska ma na razie w dorobku dwa medale - srebro w rzucie młotem wywalczyła Joanna Fiodorow, a brąz w skoku o tyczce Piotr Lisek.