Na mecie pod Wielką Krokwią wyprzedził o 3.48 także finiszującego samotnie Włocha Davide Formolo (Cannondale) oraz o 4.37 swojego rodaka i kolegę z drużyny Tiesja Benoota. 24-letni Wellens zrobił wielki krok, aby wygrać całą imprezę.

Podczas rozgrywanego w deszczu i chłodzie etapu szansę na wysoką lokatę w wyścigu stracił Michał Kwiatkowski (Sky), który leżał w kraksie. Najlepszy z Polaków, Paweł Cieślik z grupy Verva Activejet zajął 18. miejsce, tracąc do zwycięzcy blisko 12 minut.

Kraksa za kraksą

Etap miał dramatyczny przebieg. W Brzegach koło Wieliczki, skąd ruszali kolarze, a za dwa tygodnie papież Franciszek spotka się z młodzieżą z całego świata, już padało i nie przestało aż do mety w stolicy Tatr. Znacznie się ochłodziło, było mgliście, w Zakopanem wręcz ciemno.

Na ósmym kilometrze radio wyścigu poinformowało o pierwszej kraksie i po raz pierwszy lekarz wyścigu został wezwany do interwencji. Potem miał pełne ręce roboty. Wycofali się m.in. Przemysław Niemiec (Lampre-Merida) oraz Dariusz Batek z reprezentacji, a z poważnym urazem kolana odwieziono do szpitala Włocha Eugenio Alafaciego (Trek-Segafredo).

Kraksy powtarzały się, mimo że peleton jechał wolno, a zawodnicy nie podejmowali akcji zaczepnych. Po przejechaniu 70 km utworzyła się jednak pierwsza ucieczka. Jechało w niej 18 kolarzy, wśród nich tej klasy zawodnicy, co Wellens i jego rodak Philippe Gilbert, ale towarzyszył im tylko jeden Polak – Maciej Paterski z ekipy CCC Sprandi Polkowice.

Paterski podjął walkę o koszulkę najlepszego „górala”. Triumfował w tej klasyfikacji w dwóch poprzednich edycjach Tour de Pologne, a dzień wcześniej w Rzeszowie zapowiadał, że nie zrezygnuje z różowego trykotu także w tym roku. Wygrał pierwszą z siedmiu górskich premii (wszystkie wytyczono na pokonywanej dwukrotnie 50-kilometrowej rundzie wokół Zakopanego), ale na kolejnych nie był już w stanie walczyć o punkty, tracąc kontakt z czołówką.

Po wjechaniu na rundy kolarzy czekało jeszcze trudniejsze wyzwanie - zjazdy po śliskiej szosie z Butorowego Wierchu, Zęba czy Głodówki. W Zębie, rodzinnej miejscowości skoczka narciarskiego Kamila Stocha, termometr wskazywał tylko 10 stopni Celsjusza.

Z uciekających najbardziej aktywny był Wellens. Belg długo jechał na czele wyścigu w różnych konfiguracjach – w dużej grupie, z jednym towarzyszem ucieczki, z dwoma lub samotnie. Dobrze spisywał się Cieślik, który przeskoczył z rozciągniętego peletonu do czołówki, a przez wiele kilometrów dotrzymywał tempa Wellensowi i wygrał jedną z górskich premii.

Pech Kwiatkowskiego

Ciężkie chwile przeżywał Michał Kwiatkowski. Mistrz świata z 2014 roku przed etapem zajmował drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, ale sam ostrożnie wypowiadał się o swojej formie. Kraksa przekreśliła jego szansę na wysoką lokatę w wyścigu.

Ostatnie kilometry to wspaniała jazda Wellensa, który nie tylko zostawił ostatnich towarzyszy ucieczki, ale systematycznie powiększał przewagę, zdobywając przy okazji także koszulkę najlepszego „górala”. Młody Belg ma już w dorobku dwa triumfy w klasyfikacji generalnej wyścigu najwyższej rangi – Eneco Tour (2014, 2015), w klasyku w Montrealu (2015), a w tym sezonie po jednym wygranym etapie w wyścigu Paryż-Nicea i w Giro d’Italia.

W sobotę zdobył przewagę, która powinna zapewnić mu także końcowy sukces w Tour de Pologne. Chyba, że zmiany przyniesie następny, królewski odcinek wokół Bukowiny Tatrzańskiej. Prognozy meteorologiczne nie zapowiadają na niedzielę poprawy pogody.