Dziennik Gazeta Prawana logo

Fatalna gra w ekstraklasie

13 grudnia 2009, 23:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
To już chyba typowe dla polskiej ekstraklasy, że wcale nie trzeba grać dobrze, aby być liderem i mieć pięć punktów przewagi nad drugą drużyną. Wisłę stara się gonić Legia. Trochę nieporadnie. Wprawdzie warszawianie wygrali 1:0 z Arką, ale w meczu mieli więcej kiksów i komiczno-absurdalnych akcji niż udanych zagrań.

"Byliśmy w dołku, ale i tak pokazaliśmy, że jesteśmy dobrym zespołem, a przede wszystkim lepszym od pozostałych" - podsumował pomocnik Wisły Andraż Kirm. Krakowianie wygrali 1:0 z Zagłębiem w ostatnim meczu Franciszka Smudy w roli szkoleniowca lubinian.

"Nie ma żadnego pożegnania. Pożegnania są na cmentarzu. Przecież dalej będę się interesował Zagłębiem, ale już jako selekcjoner" - powiedział Smuda. Bez dwóch podstawowych napastników goście nie byli w stanie zbyt wiele osiągnąć. Gospodarze bez kilku swoich czołowych piłkarzy również nie zachwycili. "Jest się z czego cieszyć, także z tego, że runda kończy się właśnie teraz, bo nie daj Boże a na przykład za tydzień kończylibyśmy ją w ośmiu" - śmieje się Piotr Brożek.

Wisłę stara się gonić Legia. Trochę nieporadnie. Wprawdzie warszawianie wygrali 1:0 z Arką, ale w meczu mieli więcej kiksów i komiczno-absurdalnych akcji niż udanych zagrań. "Trudno na tej murawie grać efektownie. Przy zagraniach jedna noga ucieka i traci się kontrolę nad piłką" - tłumaczył trener Legii Jan Urban. Wczoraj noga uciekała często, może nawet częściej niż zazwyczaj, co jest swojego rodzaju osiągnięciem. Jedyna bramka padła po przyznanym w kontrowersyjnych okolicznościach rzucie karnym.

Imponującym wyczynem popisali się również piłkarze Śląska i Lechii. A konkretnie Antoni Łukasiewicz i Tomasz Dawidowski. Ten pierwszy strzelił zwycięskiego gola w meczu, przyczynił się do pierwszej porażki Jose Bakero w roli trenera Polonii. I to wszystko bardzo ważne, ale chyba ważniejsze jest to, że Łukasiewicz do tej pory w swojej ligowej karierze strzelał tylko samobóje. W sumie cztery. Przez osiem lat gry w ekstraklasie! Teraz jego bilans to minus trzy. Jak do tego doszło? Magia. "Bóg tak chciał, że opuściłem boisko, a na moje miejsce pojawił się Antek. Wyskoczył i trafił" - powiedział Amir Spahić. "Akurat dziś zadziałały jakieś magiczne siły ponadprzeciętne" - dodał Łukasiewicz.

Dawidowski z kolei zasługuje na jeszcze większe uznanie. Niby zrobił to samo, co Łukasiewicz, czyli zdobył jedyną bramkę w meczu, ale jeśli przyjrzymy się temu, przez co napastnik Lechii musiał przejść, aby tego gola strzelić, należy mu się owacja na stojąco. Ostatnią bramkę zdobył sześć lat temu. Wszystko przez kontuzje. Były napastnik Amiki i Wisły Kraków przeszedł kilkanaście operacji. W ich wyniku w swoim ciele ma kilka ciał obcych. Był nadzieją reprezentacji Polski, a teraz o tym, co osiągnął w swoim życiu, mówi nie "kariera", a "przygoda z piłką". "Kuleję, ale nie pękam" - to zdanie, które powtarzał w ostatnich latach chyba najczęściej. - Opłacało się - powiedział po meczu z Cracovią.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj