Cezary Kowalski: Zrobiło się panu przykro, widząc, jak po meczu z Chorwacją płacze pana przyjaciel Steven Gerard?
Jerzy Dudek: Pewnie, że tak. Mam w tej drużynie kilku kumpli, przez lata zarabiałem w Anglii na życie, zżyłem się z tymi ludźmi. Na pewno bardziej dopingowałem im niż Hiszpanom.

Reklama

Anglia jest w szoku...
Trochę są sobie sami winni. Kiedy drużynę objął Sven Goran Eriksson wszyscy tylko czekali aby stało się jasne, że trener obcokrajowiec jest słabszy od trenera Anglika. Uparli się, że ich myśl szkoleniowa jest lepsza niż innych. Szybko okazało się, że Szwed nie był taki zły jakim go malowali. A jego obecne bardzo dobre wyniki z Manchesterem City też skłaniają do refleksji.

Dlaczego McClaren nie dał rady?
Nie wytrzymał tej całej angielskiej otoczki. W Anglii są najsilniejsze media na świecie. Angielska liga jest sprzedawana do największej liczby krajów. To jest produkt genialnie opakowany, niemal doskonały. Machina jest tak potężna, że bez trudu można wykreować na gwiazdę kogoś zupełnie przeciętnego. No i z racji tego, że tych talentów nie ma aż takie wiele, na ile jest zapotrzebowanie, w sztuczny sposób wprowadza się zawodników na szczyty. Prasa wmawia wszystkim, że mamy genialne pokolenie i stwarza ogromną presję. Piłkarze nie są w stanie sobie z nią poradzić. Wszyscy chcą wielkiego wyniku. Zauważcie, że Anglia zdaniem mediów w każdej wielkiej imprezie ma atakować pozycję numer jeden. Na ostatni mundial Anglicy jechali po mistrzostwo świata. Dlatego zawód był tak ogromny. A teraz jest jeszcze większy. "Złota generacja” nie była w stanie na Euro 2008 nawet awansować.

Co powinni zmienić w angielskim futbolu?
Jednak sięgnąć po trenera obcokrajowca. Mój trener w Liverpoolu Rafa Benitez zawsze powtarzał, że o sile myśli szkoleniowej w danej lidze świadczy liczba trenerów z różnych krajów. Liga angielska dlatego jest tak dobra, bo pracuje w niej mnóstwo szkoleniowców z całego świata. Żaden Anglik nie prowadzi czołowej drużyny. Każdy obcokrajowiec wnosi coś nowego, piłkarze stają się bardzo wszechstronni. Z drugiej strony drużyny zrobiły się tak mocno międzynarodowe, że nawet utalentowany angielski zawodnik ma problem aby grać w pierwszym składzie. Mało tego, żaden nie robi kariery w zagranicznym klubie. Trochę jest tak, że kiszą się we własnym sosie, są zbyt konserwatywni w swojej kwestii.

Scott Carson, który skompromitował się na Wembley to pana były rywal w walce o miejsce Liverpoolu...
Jestem zaskoczony, że tak słabo wypadł, bo uważałem go za zawodnika znacznie lepszego niż kreowany na wielką gwiazdę Chris Kirkland. Z bramkarzami zawsze był w Anglii problem i chyba wiem w czym rzecz. Na Wyspach szkoli się po prostu bramkarzy w określony sposób. Oni mają przede wszystkim grać dobrze na linii, ratować sytuację i wprowadzać piłkę do gry nogą. Zbyt małą wagę przywiązuje się do gry na przedpolu. W Hiszpanii jest zupełnie inaczej.

Wielu Polaków zwyczajnie cieszy się, że Anglicy, którzy przecież są naszymi sojusznikami, dostali pstryczka w nos...
To prawda. Bo Anglicy to dumny naród. Mają wysokie mniemanie o sobie i nie wszystkim się to podoba. Oni są zawsze pewni zwycięstwa, zawsze idą do przodu. Czy to źle? Spójrzmy na historię.