Dziennik Gazeta Prawana logo

Puchar UEFA: Być lepszym i zwyciężyć

17 lipca 2008, 01:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Około tysiąca osób obserwowało wczoraj w Baku treningi Chazara Lenkoran i Lecha Poznań - czytamy w DZIENNIKU. Azerscy dziennikarze byli zupełnie zaszokowani informacją, że dzisiaj na Stadionie Republikańskim im. Tofika Bachramowa będzie 30 tysięcy osób. Wydaje się to nieprawdopodobne, bo rok temu spotkanie Groclinu Grodzisk Wlkp. z MKT Araz Imiszli na tym samym obiekcie obserwowało dziesięć razy mniej widzów.

"Ale Chazar jest klubem o wiele bardziej popularnym. Jest lubiany w całym Azerbejdżanie. Mają zwariowanych kibiców, którzy przyjadą na pewno 300 kilometrów z Lenkoranu" – opowiadają przedstawiciele mediów.

Chazar Lenkoran jest klubem, który nazywany jest azerską Chelsea. A wszystko przez pieniądze, jakie posiada klub. Według różnych szacunków budżet wynosi od 8 do 25 mln euro. Dobroczyńcą jest Mubaris Mansimow, który handluje wydobywaną w kraju ropą. Najlepszy strzelec zespołu Zaur Ramazanow zarabia 400 tysięcy euro rocznie. W Lechu mogą tylko pomarzyć na razie o takich zarobkach.

Zresztą od samego losowania Chazar jest bardzo pewny siebie. "Przedstawiciele już w Szwajcarii wypalili mi, że bardzo łatwo wyeliminują Lecha" – kręci głową wiceprezes Arkadiusz Kasprzak.

Dwa lata temu Lech grał z azerskim Karvanem Jewlach i po dwumeczu kupił Senegalczyka Papę Sambę Ba. Rok temu Groclin rywalizował z Imiszli, a po tych spotkaniach do Grodziska trafi Sasza Junisoglu. Czy teraz ktoś trafi do Kolejorza? "Mogę zapewnić, że nikt nie trafi. Wolę swoich zawodników" – przekonuje w rozmowie z DZIENNIKIEM trener Lecha Franciszek Smuda.

Jego podopieczni będą musieli zmagać się z gorącym kaukaskim klimatem, natomiast legioniści zainaugurują występy w Pucharze UEFA na własnym boisku.

"Nasz cel na te rozgrywki? Nawet o tym w drużynie nie rozmawialiśmy, bo rzeczywistość szybko może go zweryfikować. Ja jako zawodnik wychodzę na na boisko żeby wygrać. Bo to wynik określa cel. A wiadomo, jaka jest piłka. Gramy o to, co się da" – mówi nowy rozgrywający warszawskiej Legii Maciej Iwański.

Wicemistrzów Polski niedawno spotkał zimny prysznic, porażka aż 1:6 z FC Basel. Ale na białoruski FK Homel mają być gotowi. "Dobrze, że przytrafiła się nam wówczas, a nie w lidze czy europejskich pucharach. Żeby liczyć się w Europie, musimy się obudzić" – dodaje skrzydłowy stołecznego zespołu Miroslav Radović. "Liga trwa długo. Nie oszukujmy się, w europejskich pucharach najłatwiej się pokazać, wypromować. Dlatego chcemy w Europie zostać jak najdłużej" – dodaje Serb.

Przy Łazienkowskiej wszyscy pamiętają start w poprzedniej edycji Pucharu Intertoto, który dla Legii zakończył się nie tylko klęską na boisku (0:2 z Vetrą w Wilnie), ale i wykluczeniem z rozgrywek. Teraz są do nich dopuszczeni warunkowo. "Nie mam na to większego wpływu. Może być różnie i jesteśmy tego świadomi. Ale nikt nie narzeka" – twierdzi Urban.

Na pewno polscy kibice nie wyobrażają sobie, żeby któraś z naszych drużyn mogła przegrać rywalizację ze wschodnimi rywalami. Choć w ostatnich latach polskie zespoły najczęściej się kompromitowały. "Nie wiem dlaczego tak się działo, może popełniano jakieś błędy w przygotowaniach, za późno je rozpoczynano. Bo przecież przegrywaliśmy ze słabszymi drużynami" – zastanawia się Iwański.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj