Marek Hamsik: No jasne! To było w 2007 roku, graliśmy przeciwko... Polsce. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, a ja wszedłem na ostatnich pięć minut.
Bez większego sentymentu. Nie zachowałem nawet koszulki z tamtego występu, mimo że kolekcjonuje trykoty. Dla mnie było to o tyle nietypowe spotkanie, że trener wystawił mnie na lewej stronie pomocy, a nie na środku, gdzie zazwyczaj gram.
Na pewno nie drżę ze strachu przed tym spotkaniem. Ale nie jest też tak, że lekceważę was zespół. Tak sobie myślę, że potencjał naszych drużyn jest podobny. Dlatego daję naszym zespołom po pięćdziesiąt procent szans na wygraną.
Nie myślę o niej. Zdaje sobie sprawę z tego, że jestem ceniony, bo dobrze gram. Ale wiem też, że będę prezentował się jeszcze lepiej. I coś czuję, że dopiero wtedy będzie wokół mnie naprawdę dużo szumu (śmiech). Kto wie, może najlepszy mecz w życiu zagram przeciw wam? Oby!
Odpowiem tak: mam nadzieję, że prognozy Zibiego często się sprawdzają (śmiech).
Na pewno jestem w piątce czołowych playmakerów. Sporo strzelam i asystuję, kibice i dziennikarze to doceniają, cieszę się ich uznaniem.
>>>Zobacz, jak ostatnio graliśmy ze Słowacją
Nieprawda. To bardzo ładna metropolia. A że czasem śmierdzi w niej śmieciami? Cóż, żadne miasto nie jest doskonałe. A co do niebezpieczeństw w Neapolu to rozumiem, że chodzi panu o mafię. Ja nie miałem z nią kontaktu, więc ciężko mi wypowiadać się na ten temat.
Nikt do tej pory nie sprezentował mi we Włoszech auta, ale jak wrócę do miasta po spotkaniu z Polską, to sprawdzę swój parking i kto wie, może spotka mnie miła niespodzianka? (śmiech).
A dlaczego nie? Jestem liderem niezłej drużyny, którą wszyscy we Włoszech szanują, ludzie na ulicy mnie rozpoznają, działacze są mili, po cóż zatem miałbym stamtąd odchodzić?
Zaskoczę pana – rozmawialiśmy ze sobą kilka razy, ale... nigdy na temat piłki.
Trzeba by było zrobić sondę na ten temat wśród moich rodaków. Ale tak naprawdę nie interesuje mnie to, co ludzie powiedzą. Nedved to mój idol, lubię jego styl gry i przemyślenia – czytałem książkę Pavla. Nic i nikt nie zniszczy mojej sympatii do niego.
To możliwe. Rośnie nam pokolenie zdolnych zawodników, którzy grają w coraz lepszych zespołach europejskich, że wspomnę tu o Skrtelu z Liverpoolu. Jak nabierzemy doświadczenia, to na pewno staniemy się liczącą europejską jedenastką.
Jest ich dokładnie pięć. Jeden to data moich urodzin, drugi to wizerunek ulubionego zwierza, lwa. Pozostałe mają związek z piłką.
Występuję w mocnym klubie, nieźle zarabiam, mam wielu przyjaciół, więc dlaczego miałbym chodzić smutny? Poza tym w życiu nauczyłem się tego, że sfrustrowani ludzie grają gorzej w piłkę, więc staram się ciągle chodzić zadowolony.