Jak on mógł spudłować w takiej sytuacji? Sebastian Mila nie wepchnął piłki do bramki, mimo że miał do niej niecałe dwa metry. Gdyby Śląsk Wrocław przegrał mecz z Ruchem, na blondwłosego pomocnika posypałyby się gromy. Ale że wygrał, wszystko pójdzie w zapomnienie. "Wyszło jak wyszło. Przynajmniej będę sławny na YouTubie" - śmieje się Mila, ale chwilę po klopsie wcale taki radosny nie był.
Mila, tak jak i cały Śląsk Wrocław, gra w tej rundzie naprawdę dobrze. Zawodnik jest w formie, dlatego sytuacja z meczu z Ruchem nie dołuje go, a wręcz bawi.
W momencie gdy Mila pudłował z dwóch metrów, wrocławianie i tak prowadzili w Chorzowie 0:2. Co innego, gdyby na przykład remisowali lub przegrywali. Wtedy kibice i trener na pewno nie zostawiliby na piłkarzu suchej nitki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|