Kiedy wiarę w Artura Boruca stracili już niemal wszyscy, on jeden do końca podtrzymywał go na duchu. Polski bramkarz może być wdzięczny menedżerowi Celtiku Gordonowi Strachanowi. Szkot wystawił go do składu mimo fatalnego kiksu w meczu z Hibernianem. "To była trudna decyzja, ale na szczęście wszystko się powiodło" - mówi trener kontrowersyjnego bramkarza.
>>>Brytyjskie media pastwią się nad Borucem
Strachan nie zmienił swojego nastawienia do "Borubara" pomimo ciągłych skandali i błędów, jakie popełnia golkiper.
Boruc zagrał w ostatnim meczu ligowym pomimo katastrofalnej wpadki z The Hibs. Wielu trenerów po takim klopsie skazałoby swojego zawodnika na ławkę. Ale nie Strachan. "To była trudna decyzja, ale powiodło się dobrze. Menedżer musi podjąć taką decyzję - czy stoi za swoimi piłkarzami" - wytłumaczył menedżer. Szkot wie, że na każdego piłkarza trzeba patrzeć z perspektywy pewnego okresu gry. A Boruc popełnia błędy od niedawna. Wcześniej był najczęściej najlepszym zawodnikiem Celtiku i pewnym punktem reprezentacji Polski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|