Kluby odwołały się jeszcze wyżej do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl. A ten niespodziewanie zmienił decyzję, ale tylko w przypadku Widzewa.
Dziś piłkarze Pawła Janasa zapewnili sobie na boisku powrót do ekstraklasy, ale mogą wcale w niej nie zagrać. PZPN zaskarżył bowiem decyzję Trybunału Arbitrażowego do Sądu Najwyższego. Jeśli sąd podtrzyma wyrok sportowej instancji, będzie to miało bezprecedensowy wydźwięk - czytaj: Jak twierdzi Jan Tomaszewski, byłby to jedyny sąd świata, który usankcjonowałby korupcję.
Dodatkowo pozostałe dwa ukarane kluby, powołując się wyrok sądu w sprawie Widzewa, z tytułu relegacji. A za chwilę, idąc tym tropem, o rekompensaty (mówi się nawet o 10 milionach złotych) walczyłyby Górnik Łęczna i Arka Gdynia, które jeszcze wcześniej zostały zdegradowane za kupowanie meczów.
Co się natomiast stanie, jeśli Sąd Najwyższy uzna, że rację miał PZPN? Widzew zostanie pozbawiony awansu, który wywalczył sobie na boisku. Do ekstraklasy wejdzie Zagłębie i Korona, a Podbeskidzie Bielsko-Biała zagra w barażach.
Wciąż nie wiadomo jednak, kto weźmie udział w barażu spośród drużyn ekstraklasy. Szykuje się na niego Cracovia, która korzysta na tym, że PZPN właśnie zdegradował ŁKS za niespełnienie wymogów licencyjnych. ŁKS odwołał się do Sądu Administracyjnego i teraz wszyscy czekają na jego decyzję.
Właściciel Widzewa Klub zaproponował, że wpłaci do PZPN 700 tys. zł jako formę samo ukarania, licząc zapewne, że związek wycofa sprawę z sądu. Prawdopodobny, aczkolwiek bulwersujący scenariusz jest taki, że sąd odłoży decyzję w sprawie Widzewa np. do połowy sierpnia. Widzew spokojnie przystąpi do rozgrywek, a w międzyczasie odbędzie nadzwyczajny zjazd PZPN z okazji 90-lecia związku.