Manuel Arboleda ma czarną skórę, ale jego ojciec jest... biały. "Nawet w moim domu w Kolumbii na mojego trenera mówią Papa Blanco. Franciszek to mój drugi tata, tyle że biały. Odegrał kluczową rolę w mojej karierze" - mówi wzruszony obrońca Lecha Poznań.
Franciszek Smuda jest dla Arboledy tak ważny, że cała kolumbijska rodzina obrońcy nie może się doczekać jego przyjazdu.
>>>Arboleda chce być jak Roger - Polakiem
"Dzięki Smudzie wyrwałem się z Lubina, gdzie pewne osoby chciałby mnie zniszczyć, skazując na zesłanie do drużyny rezerw. Wtedy modliłem się, żeby kupił mnie ktokolwiek - Legia, Wisła, a nawet drugoligowy Śląsk. Ale na szczęście Smuda o mnie nie zapomniał. Za to jestem mu wdzięczny" - opowiada Arboleda na łamach "Przeglądu Sportowego".
Obrońca z Kolumbii chętnie występowałby w reprezentacji Polski. "Biało-czerwona koszulka byłaby dla mnie spełnieniem marzeń. Ale żebym dla was zagrał, paszport musiałbym dostać błyskawicznie. Tak jak w przypadku Rogera" - mówi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|