Meczem z Grecją Żewłakow pożegnał się z kadra. Było to dla niego 102. spotkanie w drużynie narodowej.

Reklama

Gdy kilka godzin po meczu zapytaliśmy byłego już kapitana Biało-Czerwonych, czy będzie rozmawiał z dziennikarzami, mimo że kadrowicze solidarnie postanowili bojkotować przedstawicieli mediów, odpowiedział z szerokim uśmiechem: "Mnie ten zakaz nie dotyczy. Przecież już nie jestem kadrowiczem. Dlatego mogę rozmawiać z kim chcę".

102-krotnemu reprezentantowi Polski zależało na efektownym pożegnaniu z kolegami z drużyny. Zaprosił ich na bankiecik, ale Smuda nakazał wszystkim pozostać w hotelowych pokojach. Choć wyjątki były. Arkadiusz Głowacki dostał od Smudy zgodę na odwiedziny mieszkającego w Atenach swojego starego kolegi z Wisły Marcina Baszczyńskiego. U niego spędził noc i w środę rano poleciał do Turcji. Żewłakow też obrał taki kierunek, ale wcześniej spotkał się w gronie znajomych. Jeszcze w hotelowej restauracji gawędził sobie w towarzystwie m.in. wspomnianego Baszczyńskiego, a także Marka Saganowskiego i Krzysztofa Warzychy. Na ostatni mecz do Pireusu przyleciała również najbliższa rodzina piłkarza - żona i dzieci. Żewłakow nie ukrywał, że żal mu rozstawać się z kadrą.

>>>Czytaj także: Najgorsze dni Smudy