Biało-czerwoni po blamażu z Ukrainą chcieli zmazać plamę na honorze. Łatwiejszego rywala do rehabilitacji mieć nie mogli. "Kelnerzy" z San Marino idealnie nadawali się do tego, by ograć ich w efektowny sposób.

Reklama

Niestety podopieczni Waldemara Fornalika swoją grą znów rozczarowali. Polacy długimi fragmentami męczyli się z rywalami. Nie potrafili przeprowadzić szybkiej i składnej akcji. Mecz toczył się w wolnym tempie, a z boiska często wiało nudą. Pięć strzelonych goli nie zadowoliło kibiców, którzy przyszli na Stadion Narodowy zobaczyć widowisko, a musieli patrzeć na siermiężne przedstawienie.

Nic dziwnego więc, że w trakcie meczu z trybun często było słychać gwizdy. Chyba największą ich porcję zebrał Robert Lewandowski, gdy w drugiej połowie spotkania zmarnował idealną okazję do strzelenia gola.

Pod koniec meczu z wściekłości kibice zaczęli szydzić z biało-czerwonych. Fani, widząc nieporadność Polaków, skandowali "San Marino", a każde nieudane zagranie Polaków kwitowali śmiechem. Natomiast celnym podaniom towarzyszyło prześmiewcze "ole".

W 87. minucie na boisku pojawił się Marcin Wasilewski, dla którego był to 60. występ w kadrze. Dzięki temu obrońca Anderlechtu Bruksela wszedł do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Jednak "Wasyl" może mieć niemiłe wspomnie związane z tym wydarzeniem. Gdy wbiegał na murawę, przywitały go przeraźliwe gwizdy. Takie same żegnały polskich piłkarzy po spotkaniu, kiedy schodzili do szatni.