„Cieszę się, że po tak długim czasie udało mi się dłużej wystąpić w reprezentacji. Ostatni raz grałem w kadrze w pierwszym składzie na mistrzostwach świata 2018. Tęskniłem, wiem, jaka była moja sytuacja - te problemy zdrowotne trwają już ponad rok. W każdym meczu odczuwam to w większym lub mniejszym stopniu. W spotkaniu z Łotwą ból nasilał się z każdą minutą i mając w głowie, że czeka nas mecz z Macedonią Północną, poprosiłem o zmianę. Wracamy do Warszawy, będziemy w piątek pracować nad regeneracją, abym był gotowy na niedzielę” – powiedział po meczu z Łotyszami Rybus, który w tym roku miał kontuzję uda, a wcześniej pachwiny.

Czy jest ryzyko, że piłkarza Lokomotiwu Moskwa zabraknie w niedzielnym meczu na PGE Narodowym?

„Na tę chwilę ciężko powiedzieć. Jest krótko po meczu z Łotwą, tak że na razie poczekajmy” – stwierdził.

W czwartek biało-czerwoni wygrali w Rydze 3:0 po trzech golach Roberta Lewandowskiego. Łotysze nie zdobyli dotychczas żadnego punktu w eliminacjach.

„Oni zajmują wprawdzie ostatnie miejsce w tabeli, ale jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, widać było, że są wybiegani. Walczyli, nie odpuszczali. Natomiast pod względem sportowym… No cóż, robili mnóstwo błędów. Nie był to przeciwnik z najwyższej półki. Przyjechaliśmy tutaj po trzy punkty, jak najbardziej. Wiedzieliśmy, że Łotysze mają kryzys i wysoko przegrywają praktycznie w każdym meczu. Powiedzieliśmy sobie przed spotkaniem, że od początku chcemy zaatakować. Szybko strzeliliśmy dwie bramki. Przez 20-25 minut graliśmy dobrze, mieliśmy kontrolę nad meczem. Później trochę zaczęliśmy popełniać zbyt proste błędy i grać za bardzo indywidualnie” – ocenił Rybus.

Sytuacja w grupie G po siedmiu kolejkach wygląda tak, że Polacy w przypadku zwycięstwa w Warszawie nad Macedonią Północną zapewnią sobie awans na mistrzostwa Europy 2020.

„Zdajemy sobie sprawę, że to będzie rywal o dwie klasy lepszy od Łotwy. Bardzo chcemy awansować już w niedzielę, ale musimy się przede wszystkim zregenerować. Zapominamy już o spotkaniu z Łotwą, mamy dwa dni do następnego meczu” – zakończył 30-letni reprezentant Polski.