Absolutnie nie! Po porażce z Groclinem nie siedziałem w autokarze do Łodzi i nie myślałem: chłopie, po co ci to było. Zastanawiałem się, co zrobić, żeby było lepiej.
Fakt, wielkich umiejętności sportowych to oni nie mają. Ale i tak wierzę, że utrzymamy się w lidze. Jestem znakomitym motywatorem, spróbuję dotrzeć do głów tych chłopaków, może to coś da. Bo grać w piłkę to ich nie nauczę, za mało mam czasu. Moi poprzednicy mieli go wiele, ale nie poradzili sobie.
Cicho, sza, nic nie mówię o swoim koledze po fachu. Nie muszę. By ocenić, co tu robiono dotychczas, wystarczy spojrzeć na mojego bramkarza Bartosza Fabiniaka. Chłopak nie może oderwać się od ziemi, robi straszliwie błędy. W Grodzisku uprawiał niemal sabotaż.
No, delikatny dla niego nie byłem. Ale co w tym dziwnego? Miałem poklepać po plecach człowieka, który zawalił mi spotkanie? Musiałem mu co nieco wygarnąć.
Nie, spokojnie, aż tak ostry nie byłem. Choć muszę powiedzieć jedno: ma rację Wojtek Kowalewski, który po powrocie do Polski stwierdził, że nasi ligowcy w ciągu kilku lat z twardzieli stali się mięczakami. Chłopakom brakuje charyzmy i wytrzymałości. Trzeba coś z tym zrobić.
Otrzymałem propozycję od właściciela klubu Sylwestra Cacka. To bardzo konkretny facet. Dogadaliśmy się w półtorej godziny. Wcześnej interesowały się mną Wisła Płock, Arka Gdynia i Polonia Warszawa, ale zabrakło konkretów.
Proszę pana, to są wierutne bzdury. Plotki rozsiewane przez ludzi, którzy niedawno musieli opuścić Widzew, są sfrustrowani i chcą się wyżyć.
Ten pan mija się z prawdą. Naopowiadał w „Przeglądzie Sportowym”, że ja prosiłem go o posadę, a tymczasem było zupełnie odwrotnie. Sam zadzwonił do mnie i nalegał, żeby pogadać o tym, jak można uratować Polonię. Spotkaliśmy się, a teraz słyszę, że ja chodzę po prośbie. Nie rozumiem, dlaczego inni tak bardzo chcą mnie oczernić. Myśli pan, że facet z takim nazwiskiem jak ja musi błagać o robotę? No, bez przesady. OK, skończmy ten temat. Możemy porozmawiać o czymś przyjemniejszym?
O mojej miłości do Łodzi. Proszę pana, jak ja uwielbiam to miasto! Przyjeżdżałem tam na zgrupowania jako trener reprezentacji olimpijskiej, lubię klimat Piotrkowskiej i mieszkańców Łodzi, zupełnie jak reżyser David Lynch. Chcę zapewnić im trochę uśmiechu dzięki temu, że Widzew zajmie bezpiecznie miejsce. Mamy dobry terminarz, dwa z trzech ostatnich meczów gramy u siebie, z Zagłębiem Sosnowiec i Górnikiem. Jestem optymistą.
Powiem tak: zawodowo zajmowałem się polityką przez dwa lata i jak na razie nie czuje potrzeby, by bawić się w nią dłużej. Wolę trenerkę. To ciekawsza, żywsza robota. Do końca sezonu zostaję w Łodzi. A potem? Zobaczymy, co się stanie, czy Widzew będzie karnie zdegradowany klasę niżej, czy też nie. Nie widzę się w trzeciej lidze, w drugiej mogę pracować. Ale nie wykluczam też wyjazdu nad Zatokę Perską, skąd ciągle mam parę ofert.
Jeszcze się pan zdziwi, drogi redaktorku...