Nie rozumiem dlaczego na siłę przeciwstawia się mnie Michałowi Listkiewiczowi. Na siłę ukuto teorię, że Boniek zastąpi go jako pełnomocnika do spraw Euro. Z tego co wiem to PZPN uznał
Michała jako swojego przedstawiciela w tej kwestii i ma do tego prawo. Trzeba przecież byłemu prezesowi zapewnić jakieś miejsce gdzie będzie brać pensję. Natomiast zupełnie czym innym są
plany UEFA.
Bzdura. A kto mu to obiecał?. Czy UEFA chociaż raz wypowiedziała się oficjalnie w tej sprawie?
Rozmawiałem na ten temat z Michelem już pół roku temu. Co nie oznacza, że decyzje już zapadły. Poczekajmy. UEFA zdecyduje się czy powoła swoją firmę, która będzie zajmować się
organizacją mistrzostw Europy. Umówmy się co do jednego. To nie PZPN, polski rząd czy spółka PL2012 odpowiadają za te mistrzostwa. To jest impreza UEFA, która zleca rożne sprawy
poszczególnym podmiotom. W Austrii i Szwajcarii europejska federacja założyła firmę, która to wszystko koordynowała. Podobnie może być w Polsce. Pytań jest jednak sporo. Trzeba się
zastanowić czy powołać także taką firmę na Ukrainie, a jeśli tak to według jakiego prawa ma ona tam funkcjonować - ukraińskiego, czy Unii Europejskiej. A może powinna mieć siedzibę w
Polsce, a tylko jakiś swój oddział na Ukrainie. Nie wiem.
Bo w UEFA muszą mieć pewność, że te mistrzostwa na pewno odbędą się w Polsce i na Ukrainie. Wtedy zbierze się komisja pod wodzą Jacqueta Lamberta i podejmie decyzje. Jeśli uznają, że
powołanie takiej firmy działającej na terenie Polski jest potrzebne, przedstawią strukturę, model finansowania, zakres działalności, będą dobierać ludzi. I to nie mogą być - z całym
szacunkiem - nieznane nazwiska, tylko tacy, którzy są rozpoznawalni w piłkarskim świecie i znający się na rzeczy.
Nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji, jak słucham głosów z mediów, że niby wygryzam Michała Listkiewicza to mi się odechciewa. Przecież to są dwie zupełnie inne sprawy. Ani nie chcę w
niczym zastępować Michała, ani nie mam takich możliwości. Jak bym chciał pracować w PZPN to bym się dogadał z Grześkiem Lato. Wypilibyśmy po kielichu i zostałbym wiceprezesem.
Powiedziałem jednak: dziękuję, nie tańczę. Pozdrawiam i do widzenia.