Uszczęśliwił pan wiele osób, powołując w końcu do kadry Ireneusza Jelenia...

Reklama

Leo Beenhakker: Ja nie wysyłam powołań na kadrę, by kogokolwiek uszczęśliwiać. Robię to, by wygrywać mecze.

To co w takim razie sprawiło, że w końcu uznał pan, iż Jeleń może pomóc panu wygrywać mecze?

Ilu jest polskich piłkarzy, którzy cały rok grają na tym samym poziomie? Niewielu. Jeleń osiągnął ostatnio taką formę, która daje mu prawo do gry w kadrze. Uznałem, że w nadchodzących spotkaniach będą momenty, kiedy umiejętności Jelenia przydadzą się zespołowi.

Powołał go pan jako prawoskrzydłowego, alternatywę dla Błaszczykowskiego, czy jako napastnika?

Za wcześnie, żeby o tym mówić, na razie nie wiem. Będę mieć piłkarzy do dyspozycji na tygodniowym zgrupowaniu we Wronkach i wypróbuję go na obu pozycjach. Dopiero wtedy zobaczę, gdzie może być bardziej przydatny drużynie.

Po dłuższym czasie w kadrze znalazł się też Marek Saganowski.

Moje zadanie polega na tym, żeby śledzić wszystkich swoich potencjalnych kadrowiczów i w odpowiednim momencie wybierać tych, którzy znajdują się w najlepszej pozycji. A Marek ostatnio był na fali, trzeba to przyznać. I to wystarczający powód, by wrócił do kadry. Zapewniam pana, że odrobiłem swoją pracę domową.

A Marcin Komorowski i Łukasz Trałka? Przekonali pana do siebie na ostatnich zgrupowaniach w Turcji i w Portugalii?

Nie tylko tam. Dokładnie obserwowałem ich w lidze i dlatego pojechali na te zgrupowania. Także wiosną widziałem obu w akcji, Trałkę nawet dwa razy. Zawsze trzymam dwa lub trzy miejsca dla młodych, perspektywicznych zawodników. Dzięki temu mają kontakt z międzynarodowym futbolem. Komorowski bardzo ładnie się rozwija, a Trałka to waleczny i inteligentny pomocnik. Zresztą, dał świetną zmianę w meczu z Walią.

Co w tym momencie wiemy o najbliższym rywalu - Irlandii Północnej?

Żartuje pan sobie? Wiemy o nich wszystko. Obserwujemy ich od dawna. Rafał Mroczkowski widział ich na żywo przeciwko Węgrom i San Marino, mamy płyty DVD z ich wszystkimi meczami eliminacyjnymi oraz ostatnimi towarzyskimi. Jesteśmy przygotowani.

To czego możemy się po nich spodziewać, oczywiście oprócz walki?

To nie jest kwestia tego, czego mamy się po nich spodziewać. Mamy wyjść na boisko i grać naszą piłkę. Zdaję sobie sprawę z tego, że boisko w Belfaście nie będzie w najlepszym stanie, więc możliwe, że będziemy musieli nieco zmodyfikować nasz styl. Ale zawsze powtarzam, że nie mam wpływu na warunki, więc trzeba będzie się do nich dostosować...

Po meczu z Walią powiedział pan, że wie, który z bramkarzy zagra w meczu z Belfaście. A więc który?

Reklama

Z bramkarzami jest tak jak z zawodnikami z pola. Mam trzech znakomitych golkiperów i wybiorę tego, który będzie akurat w najlepszej dyspozycji. Wiem, że Boruc i Załuska grają regularnie co tydzień. Wiem też, że Fabiański gra rzadziej, ale jeśli jest na boisku, to radzi sobie znakomicie. Przyjrzę się im i zadecyduję.

Czy jest pan pewien, że zaangażowanie w Feyenoordzie nie przeszkodziło panu w tym słynnym już odrabianiu pracy domowej?

Czy wy naprawdę macie jakieś wątpliwości? W tej chwili jadę właśnie na mecz Hannoveru z Borussią Dortmund, by zobaczyć w akcji Jacka Krzynówka i Kubę Błaszczykowskiego. W ten weekend nie zobaczę żadnego meczu ligi holenderskiej, jeśli do tego pan zmierza.