Raków z przewagą, ale bez skuteczności
Od pierwszego gwizdka oba zespoły próbowały grać ofensywnie, jednak początkowo akcje toczyły się głównie w środkowej strefie boiska. Optyczną przewagę miał Raków Częstochowa, który dłużej utrzymywał się przy piłce, lecz nie potrafił przełożyć tego na bramki.
Pierwszą dogodną okazję goście stworzyli po kwadransie. Po dośrodkowaniu z głębi pola do piłki doszedł Mahir Emreli, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę. Kilka minut później azerski napastnik znalazł się w jeszcze lepszej sytuacji. Tym razem jego strzał obronił jednak świetnie dysponowany Karol Niemczycki.
Śląsk odpowiedział kontratakiem. W pole karne wbiegł Piotr Samiec-Talar, ale naciskany przez obrońców oddał zbyt lekki strzał, z którym bez problemu poradził sobie Kacper Trelowski.
Swojej szansy nie wykorzystał również Tomasz Pieńko. Po rzucie rożnym gospodarzy Raków wyprowadził błyskawiczną kontrę, a skrzydłowy zespołu z Częstochowy znalazł się sam przed Niemczyckim. Nie zdołał jednak skierować piłki w światło bramki.
Goście naciskali przed przerwą
W kolejnych minutach przewaga Rakowa rosła. Gra coraz częściej toczyła się na połowie Śląska, który koncentrował się na defensywie i próbował odpowiadać pojedynczymi kontratakami.
Podopieczni Dawida Kroczka cierpliwie rozgrywali piłkę i szukali luk w ustawieniu gospodarzy. Najlepszą okazję przed przerwą miał w doliczonym czasie Patryk Makuch, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę. Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.
Błąd Śląska i trafienie Emrelego
Po zmianie stron obraz spotkania początkowo się nie zmienił. Raków nadal częściej utrzymywał się przy piłce i przebywał w pobliżu pola karnego rywali. Śląsk pozostawał głęboko ustawiony i liczył na szybkie ataki. Obu drużynom brakowało jednak precyzji w decydujących momentach.
W 60. minucie gospodarze popełnili kosztowny błąd. Po prostopadłym podaniu Karol Niemczycki i Irodotos Christodoulou czekali, który z nich przejmie piłkę. Zawahanie wykorzystał Emreli, który minął bramkarza i skierował futbolówkę do pustej siatki.
Stracony gol wyraźnie ożywił Śląsk. Wrocławianie ruszyli odważniej do przodu, natomiast Raków cofnął się na własną połowę i próbował odpowiadać długimi podaniami do pozostającego z przodu Makucha.
Trzy minuty, które odmieniły spotkanie
Przez długi czas defensywa Rakowa skutecznie odpierała ataki gospodarzy. Nic nie wskazywało na to, że częstochowianie mogą wypuścić zwycięstwo z rąk. Wszystko zmieniło się w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry.
W 87. minucie, po zamieszaniu w polu karnym, do odbitej piłki dopadł Luka Marjanac. Bośniacki napastnik strzałem z bliskiej odległości doprowadził do remisu.
Śląsk, niesiony głośnym dopingiem swoich kibiców, nie zamierzał zadowolić się jednym punktem. Wrocławianie zaatakowali ponownie, a zawodnicy Rakowa sprawiali wrażenie, jakby zupełnie opadli z sił.
Nie minęły trzy minuty, gdy gospodarze zadali decydujący cios. Po szybkiej i dokładnej wymianie podań piłka trafiła do niepilnowanego Piotra Samca-Talara. Pomocnik Śląska przymierzył technicznie i nie dał Trelowskiemu żadnych szans.
Po końcowym gwizdku piłkarze Śląska eksplodowali z radości, natomiast zawodnicy Rakowa padli na murawę. Goście mieli jeszcze kilka minut doliczonego czasu na odrobienie strat, ale nie zdołali już zagrozić bramce gospodarzy.
Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 2:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Mahir Emreli (60), 1:1 Luka Marjanac (87), 2:1 Piotr Samiec-Talar (90).
Żółte kartki:
Śląsk: Jorge Yriarte.
Raków: Bogdan Racovitan, Dieudonne Debohi.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 22 841.
Śląsk Wrocław: Karol Niemczycki – Irodotos Christodoulou, Lamine Ba, Jehor Macenko (89. Mariusz Malec), Michał Rosiak (61. Alex Timossi Andersson), Jorge Yriarte (70. Michał Mokrzycki), Piotr Samiec-Talar, Grzegorz Tomasiewicz, Marc Llinares – Luka Marjanac, Przemysław Banaszak (61. Malaly Dembele).
Raków Częstochowa: Kacper Trelowski – Dieudonne Debohi, Bogdan Racovitan, Jean Carlos – Erick Otieno, Oskar Repka, Władysław Koczerhin (73. Marko Bulat), Michael Ameyaw – Patryk Makuch (85. Adam Basse), Mahir Emreli (73. Isak Brusberg), Tomasz Pieńko (46. Adin Molnar).
